sobota, 29 czerwca 2013

książki

Mogłabym snuć też tutaj moje przemyślenia na temat książek, które czytam. Jasne, mogę wszystko, mój jest ten kawałek podłogi. Kiedy już poczułam ten dziki wiatr wolności we włosach, cała spragniona i wygłodniała rzuciłam się na książki (zaskakujący zbieg wydarzeń); efektem czego jest moje nigdy niekończące się niewyspanie, ból oczu oraz brak herbaty - coś mi nie wychodzi to wakacjowanie i odpoczywanie - ujot wciąż maca mnie swoimi mackami.  


  • Jean Baudrillard - Symulakry i symulacja 
Od dziś Baudrilliaryzm rezerwuje sobie na religię życiową. Koncepcja rzeczywistości (a raczej jej braku) jest przerażająco akuratna i słuszna; hipermarket i hipertowar to coś, w czym wszyscy codziennie bez opamiętania się taplamy; a reklama  absolutnie zawładnęła naszym życiem (a raczej tym, co z niego zostało).  
Symulakry i symulacja istnieją - tutaj i teraz.
Książka nie potrzebuje polecenia, jeżeli szukasz Odpowiedzi (tej podstawowej jak żyć, czy tych bardziej detalicznych - jak radzić sobie w tym zaplątaniu i konsumpcjoniźmie dzisiejszego świata) prędzej czy później do Ciebie/w Ciebie trafi. 
Ciesze się, że mam własny egzemplarz - Bibliotekarce nie muszę tłumaczyć się ze zniszczeń (liczne podkreślenia, zakreślenia, wykrzykniki i didaskalia); sobie mogę często przypominać, odgrzewać i wskrzeszać.
Wyjaśniłam sobie cząstkę świata i cząstkę samej siebie - to potworny postęp, cholernie ważna cezura na mojej osi czasu istnienia.  




W ramach przepracowania traumy i natłoku myśli, popłynęłam w zupełnie inną stronę - lekkiej powieści, która nastroić mnie miała (jeśli w ogóle da się bardziej) na wyjazd do Włoszech.
  • Marlena de Brasi - Tysiąc dni w Wenecji 
Według okładki miała być "ciepła, zabawna i inspirująca" - nie spełniła żadnego kryterium. Faktycznie jest (zbyt) prosta, lekka i zupełnie niewymagająca. Opisy, popisy i wypisy zbyt często są w deseń Paulo Coelho. Wymiękłam po tkliwej scenie romantyczno-melancholinej, którą zamknęły słowa: "Żaden ból tego świata nie jest silniejszy od czułości".
Nie tego oczekiwałam, nie tego szukałam.
 Główna postać nie jest zupełnie przemyślana ani porządnie zbudowana - po prostu jest, taka sobie; zupełnie jak Wenecja w tle - jest, ale jej nie ma. To wszystko boli mnie dziwną nijakością, płynnością zahaczającą często o samo dno. Bardzo płytko i przewidywalnie.
Ja tego nie poczułam, szkoda. Bardzo żałowałabym wydanych pieniędzy, gdyby nie przepisy kulinarne wydrukowane pod koniec; chociaż tyle. 

czwartek, 27 czerwca 2013

"Ja potrzebuję kogoś, kto się dla mnie poświęci.
Kogoś, kto naprawdę będzie miał siłę i ochotę, żeby wziąć mnie za pysk, nakarmić mnie, cicho, bez pasji, bezgłośnie; bezproblemowo, bez szumów i bez sprzężeń dla mnie żyć.

wtorek, 25 czerwca 2013

retro_spekcja

kochany pamiętniczku,
szkoda, że nia miałam dla ciebie zbyt wiele czasu, chyba zbyt wiele fajnych rzeczy mi przez to umknęło.
nadrabiam chaosem:

dzisiaj: andrzej wajda dostanie moje dna _ własnojęzycznie kleiłam kopertę.
kiedy na przystanku padał deszcz, pan w. (nie, nie wajda) powiedział, że wyglądam jak lew gryffindoru _ miałam żółty sweter i czerwone włosy.

wcześniej: kąpałyśmy się w basenie pod gwiazdami _ bez strojów kąpielowych

jeszcze wcześniej: bardzo dobrze zdałam egzamin _ bardzo dobrze

a 12.06 brałam udział w spotkaniu z jerzym radziwiłowiczem _ k. zadała pytanie, kóre akurat chodziło mi po głowie

a 7.06 słuchałam erica claptona _ woda ze szklanki z ikei leżąca na stołku obok perkusji trzęsła się równie mocno jak ja.


teraz jem nektarynkę.

sobota, 22 czerwca 2013

"Nie było mnie i teraz też nie jestem w stanie
stwierdzić wyraźnie, że wyraźnie jestem.
Ten samobójczy tydzień oto owocuje.
Ty zaprzyj jaźni się ze mną.

Nie było mnie i martwa powłoka zasiadła
za stołem, wodę sobie puściła do kąpieli.
Trzeba wymienić szyfry, już zbyt wiele razy
klucz wymieniałem. Zaprzyj jaźni się.

Wyspa się nie nazywa, nie ma flory, fauny,
słodkiej i gorzkiej wody, żadnych właściwości,
żadnej własności. W środek wbiłem patyk,
tu centrum, tam obrzeża, wschodzę i zachodzę,

żywię i bronię, może jest wzburzone,
wzmożona czujność, nocą,
dniem, nigdy już

i dotąd dotąd.

piątek, 21 czerwca 2013

'skacze pokraczny szyfr'

dzisiaj mam egzamin.
ten najważniejszy.

'jestem jedną z nóg stonogi'
'jestem jedną z nóg stonogi'

czwartek, 20 czerwca 2013

boję się tego nadchodzącego bezczasu. co ja ze sobą zrobię przez wakacje.
nie uznaję wakacji. w sensie intelektualnym. bo fajnie jest się wyspać, tak na prawdę. i odpocząć, tak zwyczjanie. ale nie przez trzy miesiące. będę dużo czytać.

nie potrafię egzystować bez codziennych punków zaczepienia.
czas akademicki, to wykłady. wiem gdzie iść i po co.
nie mogę zostawić się samej sobie. o-sza-le-ję.

sobota, 15 czerwca 2013

pół czerwca zniknęło.
pół, nie połowa. połowy są na meczu.

ktoś bardzo mnie rozhuśtał. było fajnie, przód i tył i przód. uśmiech, naiwna radość, wolność.
teraz robi mi się od tego niedobrze.
dorosłam.

radzić sobie trzeba z dorosłością.
należy się nie wzbraniać, walczyć.

wciąż są te dwie strony ściany.
z jednej się opieram, z drugiej walę głową.
tak czy tak, w końcu zaczyna boleć.

radzisz sobie z tym, mała.
jawa niebezpiecznie wkrada mi się do snu. czy na odwrót?

niedziela, 9 czerwca 2013

"Klucz w drzwiach przekręcić dwukrotnie (z braku możliwości
stukrotnego obrotu) i mieć się.

Dobrze?

czwartek, 6 czerwca 2013

dzieje się ostatnio parę absurdalnych rzeczy. otworzyłam lodówkę i wypadł na mnie krem nivea.
wieczorem wyjeżdżam na koncert Erica Claptona.
Erica Claptona.
tegoEricaClaptona.