sobota, 23 lutego 2013

wiele rzeczy na tym ziemskim padole nie ma sensu. lakiery do paznokci, w których pędzelki nie są dość długie, by sięgnąć chociażby do połowy buteleczki, przykładowo. do tego dodać można, jako uroczy akompaniament, pieśń z bujną puentą 'naszą miłością podbijamy kosmos'. no wzruszające.

straszny ze mnie gremlin. przepraszam, ja tylko walczę z całą resztą świata.
to przez ten artykuł w Didaskaliach, o kondycji teatru. dycha, sapie, zamiera. a ja razem z nim.
na prawdę, fizycznie ściska mnie w gardle, serce za-spiesza.
aż sił nie mam na wielkie litery dzisiaj.

[wypiłam kawę]
lepiej. idziemy dzisiaj do teatru, bo wierzymy. i chociażbym miała zbankrutować do suchej nitki, będę tam chodzić. co więcej, będę tam myśleć. co więcej, będę to wynosić i dzielić pomiędzy lud, jak darmowe gazetki metro.

czwartek, 21 lutego 2013

Nic nie piszę, bo czytam. Czytam dużo i monotematycznie (hej, to nie pejoratyw). Układam kolejne mapy pamięciowe, nićmi porozumienia wiąże zjawiska, nazwiska i daty. Tak, to są moje ferie. Teatr, głównie. Splótł mi się pięknie z Wyspiańskim, za sprawą jeszcze piękniejszej K.

A najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że od poniedziałku wracam na Uczelnię. Po wczorajszej walce z USOSem, mogę spać spokojnie, chociaż właściwie, to nie mogę spać, bo wierzgam kopytkami z niedoczekania. Nowe zajęcia, nowe wyzwania i niewyspania. Nawiasem pisząc, w czwartki na Gołębiej będę od 8:00 do 20:00. Termos, przenośna mikrofalówka, lodówka, i jakoś to będzie.

W sensie, cieszę się bardzo. Tak na wszelki wypadek, gdybyście nie wyczytali między-wierszami. 





sobota, 16 lutego 2013


Moje romantyczne spojrzenie na Góry zadeptane znów zostało przez szpilki na Krupówkach. Poważnie, o tej porze roku? Na tym lodzie? Na szczęście Dolina Chochołowska uratowała sytuację. Mniej lub bardziej prawdziwi Taternicy, kombinezony, narty oraz szlakowe dzień dobry.

Wciąż sypie śnieg. Nieprzerwanie mam wrażenie, że ktoś wsadził mnie do jednej z tych magicznych, dziecięcych szklanych kul. Powietrze zawsze jest tam nieruchome, widok zawsze jest ten sam, zupełnie jak cisza wokół.

niedziela, 10 lutego 2013

Pakuję moje wielkie nieogarnięcie do jeszcze większego plecaka. Wyjeżdżam(y) w Góry na parę dni.

czwartek, 7 lutego 2013

- czego nauczyła cię pierwsza sesja na uniwersytecie?
- że bycie uczciwym się nie opłaca.


Powinnam być ostatnim człowiekiem, który odczuwa kaca moralnego. Ale czuję go za wszystkich. Jest mi wstyd. Wyniki z egzaminu do mnie dopełzły. Dostałam 3,5. Smutne to w zestawieniu z osobami, które spisały cały internet na kartkę i lekką ręką dostały 4 i 5.
moja wina, moja wina.
Żebym chociaż faktycznie nie umiała, żebym nie oddała dwóch stron zapisanych drobnym maczkiem.
Czy to złośliwość rzeczy martwych, innych zombie czy samego profesora- nie wiem. Może po prostu zdenerwował się, że dopominam się o wyniki. Może moja praca odbiegała od schematu kopiuj-wklej i wydała się po-dej-rza-na.
Teraz się  z tego śmieje, wczoraj płakałam.
Jestem rozdarta, tak bardzo rozdarta, że już nie wiem gdzie mój początek jest i koniec.

Ale nic to. Wczoraj wydarzyło się zdecydowanie więcej. Zdecydowanie lepiej. I na tym chcę się teraz skupić. Był Teatr Stary, był Pan Tadeusz, był Bogdan Zdrojewski, był Mikołaj Grabowski i Jan Klata. Była też J. która cudownie przeżywa i współodczuwa, tworzy i wyzwala emocje.
Kiedy nie wiem jak coś opisać, to znaczy, że jest to dla mnie bardzo ważne, i nie potrafię ogarnąć ogromu emocji i myśli. Właśnie tak mam.
To dla mnie zaszczyt (nawet jeśli zupełnie nie byłam przygotowana psychicznie i wyglądowo). Byłam częścią niesamowitego wydarzenia. Zrozumiałam moją zależność i przynależność do Teatru. Nie mogę, nie chcę inaczej. Chcę wierzyć w Teatr, chcę wyznawać Teatr aż po kres moich dni.
Tam chcę się schronić, tam chcę tworzyć, tam zaganiać ludzkość, zmuszać do myślenia, do czucia.
Nieprzerwanie poznaję historię teatru, wczoraj byłam jej świadkiem. Dwa tygodnie temu pisałam pracę zaliczeniową na 'interpretację dzieła teatralnego' o przedstawieniu Klaty. Wczoraj tam był, stał naprzeciwko mnie. Rozumiecie o co mi chodzi? To się dzieje tu i teraz, ze mną.



środa, 6 lutego 2013



Fantastyczny przełom 'po sesji' prawie nadszedł. Prawie, bo wciąż nie mam oceny z egzaminu, który odbył się dwa tygodnie temu/ egzaminu, który podkopał moją wiarę w studia/ egzaminu, na którym nie oszukiwałam samej siebie i innych/ egzaminu, na którym byłam uczciwa- a zostałam z niczym (bo wszyscy wyniki dostali lata świetlne temu). Ż y c i e.

Dystans, dystans, bo mi okna zaparują.

Jak tam sesja, ogólnie? Może to szczęście początkującego, ale plus dobrze- w porywach do- bardzo dobrze. Mimo wszystko, czuję względny w porywach do- błogi- spokój. 

Wydarzyło się pare miłych rzeczy. Przede wszystkim, zebrałam trochę wiary w swoje możliwości do wątpliwego małego czajniczka, który na co dzień jest raczej głęboko schowany. Konstruktywne, obiektywne i rzeczowe ocenienie mojego pismactwa nadało mi trochę rozpędu. Z górki Syzyfie, z górki.

Przez mniej miłe, przebrnęłam z uniesioną głową i trochę drżącą ręką. Pięknie rozegrane. Dawno nie czułam się pewnie. Denerwowałam się, jasne. Ale chodzi o to wewnętrzne przekonanie, że mimo wszystko, to co zrobiłam, do czego doszłam, jest tylko i wyłącznie moją zasługą. Jakoś bardzo gmatwam tutaj: chodzi mi o pracę zaliczeniową na źródła cywilizacji śródziemnomorskiej, prowadzone przez małego potworka z asymetryczną grzywką i sporym zapasem jadu w kłach. Trzy dni przygotowywałam prezentację. Przeczytałam 5 książek, które tak bardzo mnie zafascynowały, że summa summarum stworzył się bardzo ciekawy obrazek. Przede wszystkim dla mnie, tym bardziej miło, że dla pani doktor również.
To spełnienie sięga trochę dalej. Jest to bowiem praca, którą zaczęłam przygotowując prezentację maturalną. Bardzo mnie to nieświadomie męczyło, że nie jest skończona, że musiałam urwać w połowie, bo nie starczyło mi czasu na całość, że było wciąż coś, czego nie dopowiedziałam i nie odkryłam.
Przestrzeń i czas w dramacie antycznym. Mityczna podróż po obszarze Cywilizacji Śródziemnomorskiej. Odtworzyłam obraz antycznego świata na podstawie tekstu dramatu. Stworzyłam trasę do podróży po fantasmagorycznej ziemi. Przywróciłam miejsca z mitów do rzeczywistości. Udało mi się.

Znów pada śnieg, herbata jest malinowa.