czwartek, 21 lutego 2013

Nic nie piszę, bo czytam. Czytam dużo i monotematycznie (hej, to nie pejoratyw). Układam kolejne mapy pamięciowe, nićmi porozumienia wiąże zjawiska, nazwiska i daty. Tak, to są moje ferie. Teatr, głównie. Splótł mi się pięknie z Wyspiańskim, za sprawą jeszcze piękniejszej K.

A najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że od poniedziałku wracam na Uczelnię. Po wczorajszej walce z USOSem, mogę spać spokojnie, chociaż właściwie, to nie mogę spać, bo wierzgam kopytkami z niedoczekania. Nowe zajęcia, nowe wyzwania i niewyspania. Nawiasem pisząc, w czwartki na Gołębiej będę od 8:00 do 20:00. Termos, przenośna mikrofalówka, lodówka, i jakoś to będzie.

W sensie, cieszę się bardzo. Tak na wszelki wypadek, gdybyście nie wyczytali między-wierszami. 





1 komentarz:

  1. Uwielbiam to Twoje pozytywne nastawienie, naprawdę :). Ja z kolei świętuję fakt, że wreszcie po 3 latach i jeszcze pół będzie mnie trochę na uczelni mniej... cóż jestem stara i zmęczona :P.

    OdpowiedzUsuń