wtorek, 31 marca 2015

istnieje kilkanaście piosenek sezonowo czepiających się mózgu. limboski  i jezus był słaby to numer jeden ostatnich notowań. a kilka miesięcy temu przecież już się w tym zasłuchiwałam. nie wiem, nie wiem.

na wczorajszym zebraniu sekcji K. poprosił, żebym dołączyła bliżej do grupy. przecież jestem. przecież byłam za blisko. ugh.
ostatnio często przypalam kawę.
dziadek przewiesił zegar w kuchni. teraz co chwilę łapię się na tym, że wgapiam się w pustą półkę.
dzisiaj do teatru, dzień dobry.

piątek, 27 marca 2015

koty zaległy na łóżku w deseń yin-i-yang, bardzo to kochane [i wcale nie przypadkowe].
piszę mało przyjemny fragment pracy. ciemno, zimno, mokro i paskudnie. potrzebuję więcej kawy.

wczorajszy podbój PWSTu był uroczą przygodą. sztuka zadziałała afektywnie. tak samo spotkanie po, oraz obiad i kolacja przed. lubię takie randki z E.

na spotify pojawiła się opcja wyświetlania tekstów piosenek, wybornie! na tym, jak i na oglądaniu seriali skończą się chyba moje przygotowania do egzaminu językowego pod koniec roku. 

obejrzałam cudowny film L'Appolonide - souvenirs de la maison close. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że postaci kobiece dopiero co opuściły atelier (albo nawet same płótna) Toulouse Lautreca czy Klimta, genialne! do tego ta nieszablonowa narracja oraz praca scenariusza czy kamery. mniam. 


czwartek, 26 marca 2015

zaszło mi się na nowohucki plac targowy. od czasu do czasu mam jakieś dziwne powroty z tym związane. meta-symboliczne, bo to właśnie to miejsce głównie kojarzy mi się z dzieciństwem. szmuglowanie chrupek/chrupków kukurydzianych, wielkich balonów, których dziadek nie mógł nadmuchać, baterii, radyjek, kolorowych sprężyn, gum do skakania!
wybrałam się po spinki do włosów. pani, którą doskonale pamiętam zapytała "co dla ciebie? / ile ich potrzebujesz?". ja. rozumiecie? dawno nie byłam mną. akademicko zawsze jestem panią. dzisiaj poczułam się Klaudią. miałam moją mojość na wyłączność. po uroczej rozmowie, przymiarkach i komplementach kupiłam jeszcze piękną kokardkę do włosów.
poza tym, jeśli już trzeba i należy, to jestem panną.
dlatego zawszę łapię ten cholerny dystans do ludzi (głównie wykładowców), który później bardzo ciężko pokonać. ja do nich zawsze na pan/pani, oni do mnie nie muszą.
no i chyba dzień dobry na cześć to jeszcze długo nie zamienię, nawet w sytuacjach bardzo-prywatno-towarzyskich.
taka jestem zakałapućkana. ja chyba też, droga A.

planowałam wyspanie się, a  wstałam o 7.00. pierwsza noc przy otwartym oknie. śnił mi się Franczak. muszę załatwić papiery z praktykami.
dzisiaj seminarium. może to mnie tak... rozstraja? M. kazał przestać czytać, a zacząć pisać. ale ja czytam i piszę jednocześnie. i znam granice. i czytam jeszcze jedną rzecz, nieustannie zastanawiając się jak K. zamierza przerobić tekst literacki z teatrologami. Sebald a Sontag to trochę dwie inne bajki. obiecałam G., że na następne seminarium przyniosę popcorn, będzie zabawa!

idę po kawę. do sklepu w sensie, bo się skończyła. kupię też plasterki, trampki tymczasowo pozbawiły mnie pięt.

środa, 25 marca 2015

no i chyba nic tak nie robi dnia, jak wieść o odkryciu nowych gatunków skakunów. to jedyna kilkumilimetrowa, kolorowa i tak uroczo wielooczna forma pająka, jaką mogę zaakceptować. poza tym, nazywają się Sparklemuffin i Skeletorus - bajecznie!

wczoraj wieczorem padłam do łóżka cholernie zmęczona - tak jest fajnie - tak jest sensownie - tak powinno być. więcej się męczyć, ale nie zamęczać. rolki/jogging - pozytywne gromadzenie energii. kiedy byłam na zakupach zadzwoniono do mnie państwowo. coś jest nie tak z ubezpieczeniem, muszę znaleźć papiery, wybrać się do ZUSu. w porządku, zajmę się tym. tak powiedziałam i tak zrobię.

dzień dobry.

poniedziałek, 23 marca 2015

pamięć fotograficzna ma sens. to znaczy, dla mnie wiele spraw rozumie się samo-przez-się, jakoś to widzę, jakoś to będzie. ale chyba nie każdy ma takie wyobrażenie. i nie każdy chce czekać na efekt końcowy w postaci pełnej ściany tekstu licencjatu. nie przekonuje mnie wysyłanie skrawków, bo to nic nie wnosi, no może poza spojlerami. szkieletem kilku doc'ów na pulpicie są cytaty, oraz większe partie tekstu interpretacyjnego. nie wiem i nie rozumiem, dlaczego niektóre rzeczy rozpisuję dzisiaj, do niektórych nie mogę usiąść od kilkunastu dni, nawet jeśli mam sporo materiału. samo się.
dopóki widzę, że ma to sens, nie mam zamiaru panikować. spokojnie pani promotor, wiem co robię.

dziwnie rozmemłany ten tydzień się zapowiada - kilka zajęć odwołanych. wciąż nie mogę przyzwyczaić się do wolnego piątku i względnie wolnego czwartku (bo co to takie jedne zajęcia).
a, siedzę sobie w takim niedoczasie, tu pojadę do Centrum, a tu Centrum przyjedzie do mnie. tu uspokoję jakąś emocję, tu wzbudzę inną. ale generalnie, jakoś spokojnie, szczęka o dziwo nie boli, zakwasy i owszem, ale przecież to nie koniec świata. trochę ogarniam, trochę oswajam. trochę mi zależy, a trochę potrafię mieć dystans. trochę się nie spodziewałam. ale to dobrze.

lista zakupów, telefon od mamy. w sobotę graliśmy w eurobusiness, tata był całkiem zabawny, O. bardzo roześmiana. jeszcze 3 książki do licencjatu, jedna na seminarium. pamiętam, że kiedyś zaczęłam czytać Austerlitz, dlaczego przestałam? nie wiem, ale debata na temat tekstu literackiego z teatrologami zapowiada się wybornie!

jem pomarańczę od M., wracam do notatek.

niedziela, 22 marca 2015

jaki jest stan skupienia
mnie

forma wciąż zachowana
są łydki, jest gęba

włosy odgarnięte na bok
sweter rozciągnięty
kot miauczący 

kawa stygnie
on wciąż pewnie smakuje kawą
smakujesz?

czwartek, 19 marca 2015

zadziwiające, że owocem wspólnego życia (względnie i ogólnie) kulturoznawców może być kulturysta.

zagadek w świecie jest wiele. jedną z nich jest również kategoria wystąpień publicznych. te, jak się okazuje, opanowałam w stopniu do czterech osób. powyżej zaczynają się same problemy. subiektywna interpretacja doświadczeń swoją drogą, urocze komentarze dziewczyn swoją drogą, ale cholera jasna, coś trzeba z tym zrobić. niby warunki trochę wykraczające poza zwykłość, bo to bardzo specyficzna sprawa i historia były, ale no, ostatnio trochę sobie odpuszczam. trzeba się wziąć za zabieranie głosu na forum, bo się znowu gdzieś zapętliłam i wyautowałam.
praca, praca, praca.
dwa maile pod rząd od pani promotor. um, to będzie ciężki dzień, idę po kawę.

niedziela, 15 marca 2015

Rapsod z dramatu "Bolesław Śmiały" S.W.


w zeszłym tygodniu okazało się, że na następne zajęcia opracować mamy z G. temat Młodej Polski. z wielką radością przyjechałam na wieś, zdjęłam z półki książki dotyczące Wyspiańskiego i zaplanowałam oprowadzanie. trochę przygoda, a trochę spełnienie marzeń. za młodu, oglądając różne filmy około akademickie chciałam być właśnie w ten deseń - mieć swoją dziedzinę, swoją ulubioną galerię, swojego malarza. Staś wciąż jest dla mnie niesamowitą zagadką, to cudowne, że zostało mi jeszcze tyle do odkrycia. niektóre wątki rozumiem dziś dużo lepiej, niż chociażby w zeszłym roku, kiedy to pisałam o nim dwie spore prace. zawsze mam wrażenie, że poznam we właściwym czasie.
jeszcze nie wiem jak to będzie z "dzieleniem się". prawdopodobnie miałabym z tym dużo większy problem, gdybym miała do czynienia z inną grupą.

powyższy portret Mielewskiego zapewne niesłusznie stał się czarno-biały, ale właśnie w takiej reprodukcji książkowej go poznałam, wybacz S.

czwartek, 12 marca 2015

kryzys jest wtedy, gdy myślisz o zmianie promotora. nic tak nie blokuje potencjału twórczego, jak brak kreatywnego środowiska do pracy. kiedy okazało się, że sąsiedzi za ścianą mają tak kosmiczną zabawę przy pracowaniu, pomyślałam, że powinnam tam być. we wtorek rozmowa, zobaczymy gdzie to dalej toczyć [skojarzenie z geotrupes stercorarius zasadne]. 

kolejna książka - kupiona trochę przez przypadek - idealnie wpisuje mi się w koncepcję. może dzisiaj nad tym popracuję. jeżeli nie zacznie padać, wyjdę jeszcze na rolki.

wczorajsza wiadomość na lubimyczytac była całkiem urocza, ponoć nie przez przypadek dobieram literaturę, inspiruję i intryguję. coś jak pokaż mi co masz na półkach, a powiem ci kim jesteś.

lubię taksówkarzy mających wyczucie, to znaczy takich nie gwałcących rozmową. to samo tyczy się fryzjerek. czytałam ostatnio fajny artykuł o small talku, który najczęściej sprowadza się do monosylabicznych banałów. unikam jak ognia. a raczej jak wody. bo to wody raczej nie lubię. w dużych zbiornikach.

wczoraj na wydziale dyskusja wokół książki Jankowicza Gombrowicz- loaded. Esej o formie życia. zapowiada się jako bardzo dobrze przygotowana i poprowadzona retoryczno-filozoficzna rozprawa, chętnie kupię, bo ma piękną okładkę przeczytam. Franczak i uroczy postulat, że warto rozmawiać wyśmiany i odparty kolejną szaradą metodologiczną. nie wiem, czy kiedyś przywyknę do takiego trybu. jednak mało ma to wspólnego z rozmową, ale no, warunki laboratoryjne akademickie.
- to może odpowiem i wytłumaczę to Heglem 
- ale Hegla w tej książce nie ma
//
- cieszę się, że pan skończył. nie, żeby było to mało interesujące, ale chyba przestałem ogarniać. to może odpowiem na pana p-y-t-a-n-i-e. zadał ich pan 11. 


a potem M. na kanapie ze sprężyn uczył mnie prowadzenia konwersacji.


poniedziałek, 9 marca 2015

na szczęście istnieją buldogi francuskie z krzywymi pyszczkami i przegrodami nosowymi, sapiące i chrumkające jak małe świnki biegając po parkach.
na szczęście świeci słońce, a zaraz będzie zielono.
na szczęście nad zalewem znów są łabędzie.
na szczęście oczy w końcu przestają szczypać a oddech wyrównuje się.



[edit:] na szczęście są też babcie i pieczone jabłka z cynamonem

niedziela, 8 marca 2015

O. zachwycona możliwościami wirtualnego zwiedzania największych muzeów. od wczoraj siedzimy w Instytucie Smithsona. dzisiejsze pisanie licencjatu zostanie chyba przesunięte. rzeczy ważne i ważniejsze, poza tym, pani promotor nie zasłużyła. bum.
na wsi tylko kawa rozpuszczalna i to paskudne mleko - nie rozumiem, jak mogłam spożywać to pod nazwą "kawa". speaking of, czy wiedzieli Państwo, że Victor Hugo malował również* kawą?




*dla mnie niespodzianką był sam fakt, że w ogóle malował. ba, był jednym z pierwszych "nowoczesnych".

sprawa z ośmiornicą przemawia do mnie niesamowicie mocno. to jest ten modus. ta kreska. ten kolor. wgapiam się w to od piątku.


ojciec zabiera O. na basen. zdałam sobie sprawę, że mam 12 lat - powiedziała mi wczoraj - mogę zjechać z tej największej zjeżdżalni.
szaleństwa młodości, pomyślała starsza o dziesięć lat siostra.
ojciec od 6 nad ranem rozprawia o kolejkach. zapewne tak właśnie jest. cały Kraków wybiera się dzisiaj na basen. ciekawostka dotyczy czegoś innego - nie pojechał na giełdę.


obejrzałam wczoraj dwa bardzo dobre filmy. polski Bunny (2014), który naprawdę był bardzo piękną przygodą (!); oraz norweski Blind (2014) rozegrany na genialnym (nad)pisaniu historii. poza tym, język. hipnotyzująco-uroczy i tak dziwnie intrygujący, zupełnie jak twarz głównej bohaterki. polecam?

sobota, 7 marca 2015

spędziłam wczoraj 3 godziny w Narodowym oraz 2 godziny na wykładzie o alternatywnej historii sztuki. M. stwierdził, że stopiły mi się wszystkie trzy neurony. pewnie i tak było. sama nie wiem, czy te wydarzenia bardziej mnie zainspirowały czy zdenerwowały. jakby nie było, oba zjawiska są dość twórcze. trzeba to przestudiować, książki przeczytać, okiełznać.

późnym wieczorem kolejny uroczy telefon. w sprawie fotografii.

BBC informuje, że ostatnim życzeniem kobiety umierającej na raka było odwiedzenie Rembrandta w Rijksmuseum.

czwartek, 5 marca 2015

środa, 4 marca 2015

znów intensywnie przeżywam, mniej intensywnie śpię. wstałam o 5.50.
rozpisuję konspekt pracy, szukam odpowiedniej bibliografii [we własnej biblioteczce, ha]. bardzo cieszy mnie wizja spędzania całych dni w Galerii Sztuki Polskiej XX wieku. fetyszyzacja przestrzeni i pracy zaliczeniowej. mogę.
spływają kolejne oceny za zeszły semestr. ta z seminarium tyle co mnie rozbawiła, co zdenerwowała. no cóż. może.
równie zabawna okazała się ocena z "warsztatów krytycznych", rety.
[odsyłam obie recenzje z moimi drobnymi uwagami. Oba teksty oceniam wysoko - za dobra kompozycje i styl ale przede wszystkim, za pomysłowość i konsekwentnie przeprowadzoną interpretację.] 
wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że teksty te popełniałam naprawdę na odczep się i zalicz. dlatego nie pokładam nadziei i ufności w ocenę wystawioną przez szanowną panią. ja jej z pełną świadomością [podszytą hejtem] wysyłam gnioty, a ona mi to jeszcze chwali. no dobrze, niechaj tak będzie.

no, uśmiałam się. idę po kawę.

niedziela, 1 marca 2015

cześć w marcu. jedna kawa, dwie herbaty. książka o estetyce i polityce. praca na zajęcia z filozofii i licencjat. jutro widzę się z panią promotor, mam nadzieję, że brak kontaktu z teatrologami przyczyni się do tego, że będę mogła z nią pogadać sensownie(j).
rozegrałam z O. dwie partie karcianki Hobbita, powiesiłam na półce model czaszki tyranozaura, powinnam jeszcze wybrać lakier do paznokci i przytargać tu kota.

[edit] kot przytargany woli spać na torbie na laptopa, niż na moich kolanach. miłego dnia.

________________
"Być wolną oznacza (...) bycie zdolną do własnej niemożliwości (impotentiality).