czwartek, 27 września 2012

026

Człowiek codziennie nadziewa się na pytania odwiecznie towarzyszące ludzkości: co zjeść na śniadanie, włożyć rajstopy czy skarpetki, czy Bóg istnieje, zgodzić się na zaproszenie na kawę od absolutnie obcego i przypadkowego mężczyzny?
Życie w Krakowie bardzo mnie zaskakuje.

wtorek, 25 września 2012

025


Dzisiejszy dzień to jeden z tych w deseń 'pełen wrażeń'. Zaczął się od tego, że pojechałam na Wydział, coby wyjaśnić milion nie zrozumiałych dla mnie kwestii w związku ze studiowaniem na jakże zacnej uczelni. W przekonaniu, że to nie najlepszy pomysł utwierdziła mnie kolejka wychodząca aż na ulicę. Stwierdziłam, że wpadnę później i wróciłam na Rynek Główny, gdzie zaczęłam szukać 'kolorowych okien'. Śpieszę z wyjaśnieniem- ma zacna znajoma (absolwentka UJ, aktualnie nauczycielka w gimnazjum, a w między czasie najcudowniejsza istota chodząca po Ziemi) - stwierdziła, że żadna ze mnie studentka skoro nie wiem czym są te właśnie okna. Wytłumaczyła mi nawet skąd ich szukać. Takowoż zajęłam pozycję 'zadkiem do Mariackiego' no i wypatrywałam, mrużyłam oczy, przekręcałam głowę. No i tak jakieś parę minut. Tak się na tym skupiłam, że nie zauważyłam jak wokół mnie wyrasta dość spora grupa ludzi. Myślę sobie, no tłok jak tłok, w końcu to Rynek. No ale zaraz potem słyszę 'and where are you from, young lady?' - potwierdzone, że to do mnie bo zaraz przed moimi oczami pojawia się głowa, która zdecydowanie mówi w moją stronę. No to pół polskim pół angielskim, bo w szoku, mówię, że stąd. Grupa się śmieje, to ja też. No i tak właśnie się okazało, że biorę udział we 'Free Walking Tour'.
Chciałam uciec póki mogłam, ale pytanie o pochodzenie poszło dalej i okazało się, że obok mnie stoi czterech Londyńczyków, to zostałam. A zaraz za nimi 'originally from Wales' - rzekł Gerard Butler z wielką brodą, to tym bardziej zostałam. No i tak sobie chodziliśmy bite cztery godziny- nierozgarnięty zlepek narodowości i akcentów. Tyle po angielsku to ja się nie nagadałam przez całą moją szkolną edukację.
W każdym bądź razie chodzi o to, że jak tak słuchałam przewodnika, okazało się, że ja o Krakowie nic nie wiem poza legendą o hejnale mariackim. A skoro już się nakrywam hańbą, to do ogólnej informacji podam, że potrafię się zgubić w drodze z Galerii na Rynek.
No więc, przekopałam moją biblioteczkę i znalazłam to, co powinnam przeczytać już lata temu.
Nie moja wina. W przekonaniu mojego środowiska - Kraków i Nowa Huta to oddzielne miasta. Do tej pory mawiam, że jadę 'do Krakowa'.
Och bez sensu, dlaczego nikt mnie nie edukował od małego. Może nie byłam wtedy wzorem ogarnięcia, ale coś na pewno bym zakodowała. No i masz człowieku, ucz się wszystkiego od nowa. I tak przez całe życie.

poniedziałek, 24 września 2012

024

Znalazłam w plecaku kartkę, która wypadła z notatnika.

  {przegląd Krupówek, Nd 16.09}
Ta urocza uliczka to cudowny przekrój całej stereotypowej Polski, lepszy nawet niż moja Floriańska. Masa ludzi kotłująca się jak na wyprzedaży w Biedronce czy Tesco. Z moich obserwacji wynika, że do czynienia mamy z wieloma gatunkami i podgatunkami.
Dość liczna, ale sprytnie ukrywająca się i wtapiająca w tłum grupa:
*sami swoi - Górale, pół-Górale, nie-Górale. Biegający tam i z powrotem w załatwianiu spraw, dostaw i zapraw. Charakteryzujące ich zachowanie: pobłażliwie uśmiechanie się do turystów walczących z mapami i plastikowymi siatkami wypełnionymi oscypkami i madeinchainowskimi rupieciami ; głośne okrzyki i pozdrowienia ; śwarny chód
*swojscy miastowi - góry to ich drugi dom- w sezonie oprowadzają znajomych po sprawdzonych knajpach, wiedzą gdzie kupić świeże bułki z rana. Poza sezonem, bez natłoku - napawają się pięknem i spokojem. Zawsze przygotowani na zmienne warunki pogodowe.
*'taternicy' - ubrani jak z żurnala modowego dla sportowców -ciuchy, buty i skarpetki naznaczone wielkimi metkami prestiżowych sklepów, zazwyczaj nie wychodzą poza Krupówki
*panie do towarzystwa - często trzymają się gatunku powyżej - zawsze piękne i gotowe na spacerek między sklepami. Obecność gór dostrzegają dopiero, gdy zasiądą w luksusowej kawiarni popijając latte z pianką, bez cukru - broń Boże. Najczęściej (i najbardziej) widywane wieczorami. Ich przybycie zwiastuje wysoki pisk 'no, ale co tak szybko' oraz klekot jakże pięknych, jakże modnych i cudownych butów na koturnie i obcasie - 20 cm absolutnej boskości. Zgrabnie i powabnie przedzierają się przez kłębowisko (tu cytat: "łażących bez sensu klaunów") oraz kocich łbów.
*emeryci i renciści - grupa doskonała. Za dnia oblegają ławki i ciepłe kawiarenki, by wieczorami zostawiać we wspólnych lodówkach na korytarzach niedojedzone kanapki i makrele. Charakterystyczny atut- zawsze i wszędzie obecne kijki do nordic wlaking'u, co trzeba im przyznać, w Krupówkowym tłumie czasami się przydaje. Mimo doskwierających korzonków i Bóg raczy wiedzieć jakich jeszcze dolegliwości - często do spotkania na szlakach- intonują przyśpiewki, recytują romantyków, zadziwiają się powietrzem, jedzą kabanosy i pozdrawiają wszystkich szlakowym 'dzień dobry'
Moimi absolutnymi faworytami, są stare dobre małżeństwa, przyodziane w taki sam zestaw ubraniowy. Przykładowo - identyczne kurtki czy koszule w kratę.