jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o ciało. nie tylko o najnowszy film Szumowskiej mi tu chodzi, chociaż przyznać muszę, [
trailer] mnie bardzo zaintrygował.
nie chciałabym skończyć z akademickim pojęciem cielesności - raz, umieszczonym tylko w dyskursie wypowiedzi; dwa, służącym jedynie jako statyw do przenoszenia mózgu. tak się z sobą ostatnio czuję i bardzo mi to nie odpowiada.
chyba wpadłam na to wczoraj. wiedziałam, że cupcake
red velvet [
chryste, jakie to dobre] jest czymś więcej. tak więc, ciacho jako postanowienie, niechaj mi przyświeca na te dwa tygodnie. nie mam zamiaru się katować, a ogarnąć jedynie ten uroczy metabolizm, zrozumieć jak działa(m), tadam.
wracam dzisiaj na wieś. zabieram Beksińskiego, szykują się dwa dość intensywne dni. dobrze, że człowiek taki strachliwy i panikujący, przynajmniej zawczasu nagromadził materiałów, teraz tylko to ulepić.
Boyhood był nader zacnym pomysłem, pięknie zagrane na empatii. efekt końcowy, jednakże, troszkę się wymyka, rozłazi, wypływa. a może to tylko moje zmęczenie. soundtrack mi trochę znowu namieszał w neuronach, ale to chyba dobrze.