sobota, 28 lutego 2015

zapowiada się pierwsza [od trzech lat] rebelia. że niby mam nie iść na seminarium? że do K. nie iść? z własnej, nieprzymuszonej woli?
zawzięcie i uparcie nie pójdę. nie zniesę. moje granice wytrzymałości kantorologicznej zostały i tak zbyt mocno naciągnięte.
jednakże, w poniedziałek widzę się z panią promotor, do tego czasu jeszcze podłubię, w tym co już popełniłam. M. nawet trochę pochwalił zatwierdził, więc jestem dobrej myśli.
dzisiaj spało mi się dobrze. nawet bardzo dobrze.
właśnie takiego wieczoru potrzebowało całe moje jestestwo.
obezwładnienia, przywłaszczenia, uścisku, nawet siniaków.

(prze)moc jako przypadek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz