czwartek, 27 grudnia 2012

050

Napisał 'do usłyszenia'. Zabrzmiało jakby co najmniej chciał do mnie zadzwonić.
Nie zadzwoni. Lepiej, że to wiem, niż nie wiem.
Dwa kieliszki wina, bardzo czerwonego i bardzo portugalskiego, wioną we mnie rzeczywistością. To szkoda.
Chociaż może i lepiej, bo moje serduszko po przeczytaniu "S@motności w sieci" jest jak poobijana puszka ciągnąca się po zakurzonej drodze za samochodem z napisem nowożeńcy.

środa, 26 grudnia 2012

049

Ze mną jest coś nie tak (poza tym, że kocham się w zupełnie nieodpowiednich osobnikach; ciągle jem i pije; nie rosną mi w ogóle włosy na długość; od paru lat mam palec wybity od grania w siatkówkę i nic z tym nie robię; nie umiem zmienić rolki filmu w aparacie; wsadziłam kwiatka do czajnika; chodzę w ultramarynowym meloniku; tika mi oko) nie rozumiem fenomenu 'Ojca Chrzestnego'.
Cholernie mi przykro, ale w ogóle tego nie łapię. Jakiś czas temu postanowiłam nadgonić moje zacofanie klasyczno-fimowe, więc zachomikowawszy sobie plik, zasiadłam do oglądania. 2 godziny 50 minut miał ten plik, więc doszłam do wniosku, że to cała trylogia. To tylko pierwsza część.
Aktorsko sprawa jasna- Brando, Pacino- cudowni. Samo przesłanie też rozumiem.
Ale to chyba nie moje klimaty? Znaczy jakby jednak moje, ten dziki męski świat, piękne garnitury, kapelusze  i przystojne twarze. Aleeee jednak nie. Może to była kwestia zmęczenia? Było zaćmienie?
Muszę obejrzeć dwie pozostałe części. Tyle godzin cennego życia. A może raczej sięgnę po literaturę.
No cholerna ze mnie hipokrytka. Albo po prostu nie jestem wystarczająco dojrzała i wykształcona. Tak czy tak, jak już wspomniałam- coś ze mną nie tak.

niedziela, 23 grudnia 2012

048

{reasumując 2012}
*spełnionych marzeń: 3 (w tym: występ przed kamerą; debiut teatralny; dostanie się na UJ)
*zdanych matur: 1 (w tym: rozszerzony polski, angielski; historia sztuki)
*wyjazdów w góry: 1 (w tym: obserwacja owiec na wypasie; konsumpcja pierwszego oscypka; asfalciak)
*liczba zakochań: 13 (w tym: platonicznych: 13 | mężczyzn: 9; kobiet: 4)
*przeczytanych książek: 80 (w tym: zmieniających światopogląd: 4)
*obejrzanych spektakli: 12 (w tym: festiwal teatralny forma)
*zasuszonych kwiatków: 2 (w tym: kaktus)
*widzianych wystaw: 7 (w tym ostatnio: Zawsze Młoda Polska; Warhol: konteksty)
*spóźnień: 0
*wyjeżdżonych godzin w samochodzie: 18 (w tym: 14 z największym zboczeńcem Krakowa)
*nowych obsesji: 4 (w tym: Hopkins, Branagh, Bridges, Moore)
*godzin spędzonych na tumblr (zdecydowanie za dużo)
*straconych znajomych: 5 (w tym: dwulicowych: 2; fałszywych: 3)
*poznanych ludzi: od cholery (w tym: 7 absolutnie cudownych stworzeń)
*wysłanych kartek: 6 (w tym: jedna do Japonii)
*remontów w pokoju: 1 (w tym: nowy kolor ścian i regał na książki)
*żałowanych decyzji: 0 (!!)
*zgubionych kilogramów: 3 (!!!)
*kupionych nakryć głowy: 5 (w tym: kapeluszy:3 ; meloników:1 ; uszatek:1)
*wypstrykanych rolek filmów: 6 (w tym: wywołane 2)
*zgubionych rzeczy (o których wiadomo): 4 (w tym: pióro:1, rękawiczki: 2, parasol: 1)
*współtworzenie teatru: 1 (w tym: Teatr Wydziału Polonistyki)
*spotkanych idoli: 1 (w tym: Grzegorz Turnau)

047



Od trzech miesięcy jestem studentką, nieprzerwanie czytam, podziwiam i spełniam marzenia.
Jestem na miejscu, szczęśliwa.


wtorek, 11 grudnia 2012

046

Ależ ci maturzyści cierpią okrutnie, ależ narzekają przez całą trasę tramwaju (oczywiście, że wtedy, kiedy akurat nie zabrałam słuchawek). Kiedy ja brnę przez tytuły jak 'człowiek i cierpienie w poezji baroku' ; 'strach w kulturze zachodu' czy inne karkołomne opracowania pisane przez psychopatę z mózgiem pojemności 10 hektolitrów. Oglądam okropne ryciny, analizuje wiersze i wszystkie możliwe postaci diabła i tortur czyśćcowych... Faktycznie okrutnie niesprawiedliwe jest to maturalne uczenie się trzech pojęć na krzyż z baroku. Zawsze łapie mnie irytacja kiedy skazana jestem na słuchanie tramwajowych rozmów, nie wspominając o szybko topniejącym poziomie IQ.
Poza tym, walczę z fatalizmem. Wiem, że się nie da, ale wciąż sobie wmawiam, że to nie tak jak wygląda. A chodzi o to prawo jazdy wstrętne jedno. Chciałam zapisać się na egzamin: wczoraj nie mieli prądu, a dzisiaj... dzisiaj nie miałam przy sobie portfela (kiedy zawsze zawsze zawsze mam go ze sobą)- nie wiem jak to się stało, że wypełznął poza plecak- ale to wszystko daje mi do myślenia. Zazwyczaj kiedy napotykam na swojej drodze tak dziwne przeciwności, wszystko się źle kończy. Do trzech razy sztuka.
Coby domknąć tragedię grecką w trzech aktach, zacytuję panią Austen, bo jest bardzo akuratna na ten moment mojego pożycia miłosnego (haha)
{Wyobraźnia kobiety jest wartka jak strumień; w mgnieniu oka przeskakuje od podziwu do miłości, zaś od miłości do ołtarza.}

Zaznaczyć jednak trzeba dwie nieścisłość: strumień, to u mnie raczej wodospad, a mgnienie oka, to trzaśnięcie drzwi. Bumtrahzakochałamsięznów.

wtorek, 4 grudnia 2012

045

Niebo stale się porusza wronami.

 Mój własny 'kawałek cienia' zdecydowanie za bardzo się rozpanoszył i zbyt wiele przysłonił. Moja egzystencja przegrywa w konfrontacji z wiedzą, którą gromadzę. Żyje samymi sprzecznościami, jestem sprzecznością. Myślę jedno, robię drugie, albo w ogóle nie robię, mając na coś ochotę.
Oglądałam ostatnio piękny film, a przy okazji dowiedziałam się, że jestem nadwrażliwcem.
Chyba, że to zwykła nieporadność życiowa, rozlazłość charakterna albo melancholia pokrętna.