wtorek, 11 grudnia 2012

046

Ależ ci maturzyści cierpią okrutnie, ależ narzekają przez całą trasę tramwaju (oczywiście, że wtedy, kiedy akurat nie zabrałam słuchawek). Kiedy ja brnę przez tytuły jak 'człowiek i cierpienie w poezji baroku' ; 'strach w kulturze zachodu' czy inne karkołomne opracowania pisane przez psychopatę z mózgiem pojemności 10 hektolitrów. Oglądam okropne ryciny, analizuje wiersze i wszystkie możliwe postaci diabła i tortur czyśćcowych... Faktycznie okrutnie niesprawiedliwe jest to maturalne uczenie się trzech pojęć na krzyż z baroku. Zawsze łapie mnie irytacja kiedy skazana jestem na słuchanie tramwajowych rozmów, nie wspominając o szybko topniejącym poziomie IQ.
Poza tym, walczę z fatalizmem. Wiem, że się nie da, ale wciąż sobie wmawiam, że to nie tak jak wygląda. A chodzi o to prawo jazdy wstrętne jedno. Chciałam zapisać się na egzamin: wczoraj nie mieli prądu, a dzisiaj... dzisiaj nie miałam przy sobie portfela (kiedy zawsze zawsze zawsze mam go ze sobą)- nie wiem jak to się stało, że wypełznął poza plecak- ale to wszystko daje mi do myślenia. Zazwyczaj kiedy napotykam na swojej drodze tak dziwne przeciwności, wszystko się źle kończy. Do trzech razy sztuka.
Coby domknąć tragedię grecką w trzech aktach, zacytuję panią Austen, bo jest bardzo akuratna na ten moment mojego pożycia miłosnego (haha)
{Wyobraźnia kobiety jest wartka jak strumień; w mgnieniu oka przeskakuje od podziwu do miłości, zaś od miłości do ołtarza.}

Zaznaczyć jednak trzeba dwie nieścisłość: strumień, to u mnie raczej wodospad, a mgnienie oka, to trzaśnięcie drzwi. Bumtrahzakochałamsięznów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz