I tym razem nie chodzi tutaj o mnie.
Cóż, też raczej spodziewałam się notki w stylu 'zaczęłam remont, jest świetnie'.
Ale oczywiście, że nie jest. To niemożliwe, żeby zbyt długo było fajnie, żeby tak sobie sielankowo trwało w nieskończoność.
Dostać w twarz od życia, to cholernie boli.
Niesamowite jak jedna zwykła rozmowa, uwaga rzucona od niechcenia jest w stanie wywołać tak wielką emocjonalną burzę, tornado myśli, nawałnicę wniosków.
Wybaczcie porównania, coś wisi w powietrzu- zaczęło padać, tracę wątek, herbata stygnie.
Brakuje mi słów, tak wiele we mnie myśli, ale nie wiem co chcę napisać. W międzyczasie poczytuję Mrożka, to miło kolego, że cierpimy na to samo.
„Okresowe niedomaganie istnienia''
Jak długo można istnieć tylko udając, że się istnieje. Uśmiechać się, kiedy nie ma się na to ochoty, słuchać, kiedy już dłużej nie da się tego znieść.
A no można, ja tak miałam przez jakieś 6 lat mego zacnego życia. Teraz czasami wracam do tego uroczego hobby. Cóż, przydaje się taka umiejętność.
Odciąć się od mojego 'ja', od naszego 'my'.
Być tutaj, będąc poza.
Uciekać, tracić, zamykać się.
Teraz już nie mogę. Nagle okazało się, że to ja muszę zaradzić całej sytuacji.
'Och, klaudia jest dorosła, zwalmy na nią cały świat, niech wszystko to, co tak mozolnie sobie układała rozsypie się w drobny pył, niech się jeszcze tym dusi, niech nie może oddychać'
Nie, nie mogę napisać wprost co się stało, to nie miejsce na całą historię mojego marnego życia ani mojej rodziny. Ja tu tylko wyrzucam z siebie moją bezradność.
Nienawidzę jej.
Ale to nie chodzi o mnie, to co czuję jest nie istotne. Muszę to wszystko zostawić.
Będę teraz walczyć, jest ktoś komu jestem to winna.

