sobota, 29 sierpnia 2015

dziwną radość - taką w deseń ukojenia - daje mi założenie dresowych spodni i rozciągniętego swetra. lubię jesień.

cieszy mnie też to, że wkrótce będę miała biało-szare ściany w pokoju i turkusowy stołek, po który pojadę do ikei.

cieszy mnie mały czarny notatnik, w którym zapisuję esencje przeczytanych książek - chociaż nie wiem, dlaczego wpadłam na to dopiero teraz. może to kwestia fioletowych naboi/nabojów do pióra.

skończyłam Łzy Erosa [żałując, oczywiście, że tak późno się za to zabrałam] oraz 2. tom Dziennika Sontag.

wysłałam dwa artykuły do redakcji, niedługo pójdą do druku.

o właśnie, cieszą mnie też maile, które wymieniam z panem profesorem, który, zupełnie nie wiem dlaczego, kojarzy mi się z Szalonym Kapelusznikiem połączonym z Zającem [z wersji T. Burtona].
cieszą mnie te linijki:
Powodzenia (nie zarzucam Pani już tytułami, bo trzeba wiedzieć, kiedy artykuł sie kończy i wiedzieć też, ża zawzsze będzie coś, czego Pani nie doczyta. Tak jest. Jakby była tylko jedna ksiażka na świecie - byłoby w porządku. A tak - maltretacja (Witkacy).W
Cieszę się na nadchodzącą w październiku maltretację akademicką.

niedziela, 23 sierpnia 2015

w powietrzu czuć zbliżającą się jesień.
matka kuleje tylko wtedy, gdy wie, że jest obserwowana.

prowadziłam dzisiaj jeepa - wałami przy Wiśle i w samym korycie rzeki. muszę przyznać, że w takiej perspektywie przemieszczanie się samochodem po Krakowie nie jest aż tak straszne. wiecie państwo, ja nie mam problemu z prowadzeniem, ja mam problem z innymi uczestnikami ruchu drogowego.
tatko nawet mnie pochwalił. to jednak zacna oznaka zaufania - kiedy ja wspinałam się tym pancernikiem po wałach - on siedział na tylnym siedzeniu.
wjechałam tym paskustwem po piachu i glinie pod stromą górę, jednocześnie ostro skręcając - że niby na egzaminie nie ruszę osobówką pod małe wzniesienie?

sobota, 22 sierpnia 2015

mały gest małego człowieka znaczy chyba najwięcej.
wczoraj, przy Kościele Mariackim, starsza pani usiłowała sprzedawać bukiety kwiatów. my również - jak wszyscy na około - przeszłyśmy obok niej, grzecznie odmawiając. po kilku krokach O. zatrzymała się i stwierdziła, że chce kupić te kwiaty. speszenie i lęki zupełnie nie miały do niej wtedy dostępu. oddała jej swoje pieniądze, później stwierdziła też, że da te kwiaty naszej babci. byłam jestem z niej cholernie dumna.

wcześniej wpadłyśmy do kina, w wirze śmiechów i nieogarnięć dostała plakat z Małego Księcia. później nadałyśmy nowe znaczenie "rzucaniu jajkami w okna" i odwiedziłyśmy wystawę Szuflady Szymborskiej i galerię francuskiego plakatu.

"to był najlepszy dzień", a przecież, wychodząc z nią z mieszkania, nie miałam pojęcia, co robić.

wtorek, 18 sierpnia 2015

w rozważaniach na temat nudy u Sontag pojawia się coś jak "bycie we właściwym trybie postrzegania" - tak świetnie to znam, przynajmniej ktoś to nazwał. 

tęskniłam za kawą z kawiarki. ta nowa płyta Rojka jakoś zbyt zaszumiona. to nie takie retro szumy, które bardzo lubię - to nowoczesne szumy, które niepotrzebnie zagłuszają fajne teksty. 

"lubię czuć się tępa. wtedy dociera do mnie, że istnieje na świecie coś poza mną"

przy-/o-tępienie. 


hej, ej, właśnie przeczytałam listę "miejsc do zobaczenia" - pomiędzy obrazami Klimta a paryskim Musee Grevin - znajduje się Kopalnia Soli pod Krakowem. 



pewnie, że w końcu przedawkuję. coś trzeba. 

niedziela, 16 sierpnia 2015

czasami w rozmowach w mojej rodzinie słyszę własne słowa, intonację głosu, charakterystyczne przerywniki czy łączniki, próbujące a to wybrnąć, a to rozładować sytuację.
dałam im narzędzia do wybudowania własnego języka. kleją to. składają, jak tylko potrafią. starają się budować to codziennie.
a ja? ja jestem u siebie. czy jestem zazdrosna? czasami pewnie tak. zdaję sobie jednak sprawę z tego, że wyrosłam. mogło być inaczej, pewnie. ale mój żal niczego teraz nie wniesie. lepiej jest cieszyć się, chociażby z tego, że O. ma to, czego mnie nie było dane zaznać.


(po)czucie (wy)obcowania w (niedo)czasie.


na fb dostałam wiadomość od małej M. - taką zakończoną dwoma wykrzyknikami i serduszkiem.
może jednak trochę spełniłam się w tamtej roli.
a może właśnie to nie była rola, tylko część mnie. część, do której nie miałam dotąd dostępu.
ustanowienie ja.
chaotyczne, rozbiegane, ale próbujące się sprawdzić ja.

ja, które chce własnej kuchni, salonu, małego ogródka. ja chcące sprawdzać nowe przepisy, zaskakiwać gości. ja, które chce mieć gości, to nowość, prawda?

za te nowości uniosłabym teraz lampkę wina, niestety na szczęście, całe zapasy się skończyły.

wciąż słyszę śmiech za moim oknem. ja czasami też się uśmiecham do siebie.

część mnie jednak chyba zdaje sobie sprawę, jak jest ciężko, ta część mnie, która bardzo chce teraz uciec, schować się, zaszyć w ciszy.

zostanę w miejscu, dopóki ktoś mnie nie zawoła.
"Wyswobodzenie się z przeszłości - wygnanie - aborcja jaźni."
S. S.  

środa, 12 sierpnia 2015

Perseidy, czyli noc spadających gwiazd.
siedzieliśmy na pomoście. było zabawnie.
czytam 2. tom Dziennika Susan Sontag. co-po-nie-którzy twierdzą, że należy ona do kręgu pisarek pretensjonalnych*.

*pretensjonalny
1. «zachowujący się sztucznie, krygujący się»
2. «zbyt wyszukany, świadczący o złym guście»

myślę, że to działanie dywersyjnie, a może nawet partyzantka kulturowa - w każdym razie, ś-w-i-a-d-o-m-e działanie i pisanie. czego innego spodziewać się po autorce rozważań o campie.

"We wszelkim pisarstwie kryje się potencjalne - co najmniej potencjalne - oszustwo".


tararara. M. jest irytujący. intelektualnie irytujący i wyzywający. myślałam, że mam od tego wakacje, artykuł jednak sam się nie napisze. obłożę się wiatrakami i kostkami lodu i kotami i to napiszę, cholera jasna.

czwartek, 6 sierpnia 2015

odkąd wiem, że Wenecja trzyma się na drewnianych palach umieszczonych w mule kilkaset lat temu; a pewna aplikacja tłumaczy zeskanowany tekst w czasie rzeczywistym - jest mi jakoś nieswojo.

przywiozłam wyszczerbioną gitarę do Huty, może M. jakoś na to zaradzi. nie wiem, dlaczego akurat dzisiaj postanowiłam wyjąć ją spod łóżka i dać jej szansę*. zapomniałam jak bardzo jest piękna.
dzisiaj zrobię makaron z kurczakiem i suszonymi pomidorami i zobaczę dinozaury w 3d.


*całkiem możliwe, że to sprawka Meryl.

środa, 5 sierpnia 2015

przerwa w dostawie prądu otworzyła przede mną lukę czasową, w której upchnęłam kilka szkiców i dwie książki. zastanowiło mnie to czytanie. ostatnio czytałam na Mazurach, ale w niezbyt sprzyjających warunkach. a w ciągu roku akademickiego? od zajęć z literatury światowej czy warsztatów krytycznych nie miałam w sumie zbyt wiele do czynienia ze słowem pisanym w innym niż uniwersyteckim dialekcie. skończyłam Młodość Coetzeego (z której to spisałam listę poetów do przeczytania), zabieram się za 27, czyli śmierć tworzy artystę z ulubionej serii. lista nazwisk i tytułów do poznania przypomniała mi o 2. tomie Dziennika Sontag, zdjęłam go już z półki.
zaczynam upinać włosy po staremu, rosną. od jakiegoś czasu babram się też w farbkach, szczególnie cieszą mnie te, które nie wybuchają mi na biurku. czasami wychodzi mi coś fajnego. nie ma co jednak się oszukiwać, mam dość prymitywną kreskę, jestem bardziej kopistą niż twórcą. jakoś mi to nie przeszkadza, nigdy nie łączyłam swego jestestwa z rysowaniem, to dość ciekawa odskocznia.
chyba powoli dochodzę do siebie po rodzinnym wyjeździe nad Wielkie Jeziora. doszłam do pewnych wniosków u M., reszta pewnie w odpowiednim czasie, miejscu i za odpowiednią stawkę. czasami czuję się jak woody allen, nic na to nie poradzę. skoro o starym wilku mowa, ponoć nakręcił nowy film, widziałam emmę stone na plakatach; rzuciłam też okiem na artykuł, w którym twierdził, że nie chce mu się już robić arcydzieł. no spoko. mnie czasami też się nie chce.
na dniach powinnam zabrać się za pisanie po-konferencyjnego artykułu o Beksińskim. fajnie byłoby pamiętać o czym mówiłam. niepotrzebnie oddałam S. książki; na szczęście mam gdzieś notatki. pasuje pomyśleć, co zrobić z tekstem licencjatu.
oli wyrwano ząb i bolą ją dziąsła.
koty wciąż lubią mnie podgryzać, pies afektuje za każdym razem, gdy mnie widzi.
popsuły mi się parametry bloga - podziały akapitów musiałam zrobić w html-u, nie lubię.