dałam im narzędzia do wybudowania własnego języka. kleją to. składają, jak tylko potrafią. starają się budować to codziennie.
a ja? ja jestem u siebie. czy jestem zazdrosna? czasami pewnie tak. zdaję sobie jednak sprawę z tego, że wyrosłam. mogło być inaczej, pewnie. ale mój żal niczego teraz nie wniesie. lepiej jest cieszyć się, chociażby z tego, że O. ma to, czego mnie nie było dane zaznać.
(po)czucie (wy)obcowania w (niedo)czasie.
na fb dostałam wiadomość od małej M. - taką zakończoną dwoma wykrzyknikami i serduszkiem.
może jednak trochę spełniłam się w tamtej roli.
a może właśnie to nie była rola, tylko część mnie. część, do której nie miałam dotąd dostępu.
ustanowienie ja.
chaotyczne, rozbiegane, ale próbujące się sprawdzić ja.
ja, które chce własnej kuchni, salonu, małego ogródka. ja chcące sprawdzać nowe przepisy, zaskakiwać gości. ja, które chce mieć gości, to nowość, prawda?
za te nowości uniosłabym teraz lampkę wina,
wciąż słyszę śmiech za moim oknem. ja czasami też się uśmiecham do siebie.
część mnie jednak chyba zdaje sobie sprawę, jak jest ciężko, ta część mnie, która bardzo chce teraz uciec, schować się, zaszyć w ciszy.
zostanę w miejscu, dopóki ktoś mnie nie zawoła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz