wtorek, 28 sierpnia 2012

004

Przyzwyczajenie to narodziny rzeczywistości"
- to Mrożek. Teraz w sumie będzie sporo o Mrożku, z Mrożkiem i dla Mrożka, bo czytam ten jego dziennik, ot jeden tom z trylogii ma sobie 715 stron.
Czasami ciężko jest nadążyć meandrami rozkorzenionych myśli.
I jego i moich.

Tak czy tak, doszłam do wniosku, że to dość znaczące, że zakreślam jego myśli, jako moje, w sensie mnie odpowiadające, czy mówiące do mnie w ogóle. Okazuje się, że w paru zdaniach, bądź jednym nad wyraz długim, wyjaśnia wszystko nad czym głowiłam się całymi dniami.

No więc jak to jest z tą rzeczywistością. Faktycznie opiera się na przyzwyczajeniu. Tym złym, które prowadzi do rutyny, która jest jeszcze gorsza. Zżera wszystkie chęci i 'a gdyby tak'. Z góry skazuje na niepowodzenie i nie wiedzenie się wcale.
Nie oznacza to, że każdego ranka powinno się przyrządzać kawę w inny sposób, czy nie daj boże, z innego gatunku, fuj.
Pewnie chodzi o jakiś inny, zewnętrzny impuls. Zbieg wydarzeń, okoliczność nie zależna od nas, coś co sprawi, że robienie kawy będzie wydawało się inne. Pies, który znienacka wpada w kwiatki pod oknem? Coś większego? Poważniejszego? Bardziej komunikatywnego? Człowiek.
Człowiek, z którym trzeba rano porozmawiać. No bo jak już się powie sławienne ;dzień dobry; to pasuje już brnąć dalej. 'Jak tam, a po staremu'- nie bardzo mi to odmieni tę kawę. 'Co z przyszłością'- zapętli mózg na zbyt długo, nie nadaje się. Ale coś jak 'co myślisz o ostatnim filmie jaki obejrzałaś' albo 'co czytasz' - o, tu pojawia się światełko w tunelu. W kolorze ultramaryny. A no bo takie widzę jak wyobrażam sobie ten tunel, nie białe czy czerwone, moje światełko to ultramaryna.
No tak więc, inteligentny bodziec zamknięty w człowieku obok. A gdy bodźca i człowieka brak, to trudno też o światełko, iskrę czy jakikolwiek tam prąd napędzający życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz