środa, 26 grudnia 2012

049

Ze mną jest coś nie tak (poza tym, że kocham się w zupełnie nieodpowiednich osobnikach; ciągle jem i pije; nie rosną mi w ogóle włosy na długość; od paru lat mam palec wybity od grania w siatkówkę i nic z tym nie robię; nie umiem zmienić rolki filmu w aparacie; wsadziłam kwiatka do czajnika; chodzę w ultramarynowym meloniku; tika mi oko) nie rozumiem fenomenu 'Ojca Chrzestnego'.
Cholernie mi przykro, ale w ogóle tego nie łapię. Jakiś czas temu postanowiłam nadgonić moje zacofanie klasyczno-fimowe, więc zachomikowawszy sobie plik, zasiadłam do oglądania. 2 godziny 50 minut miał ten plik, więc doszłam do wniosku, że to cała trylogia. To tylko pierwsza część.
Aktorsko sprawa jasna- Brando, Pacino- cudowni. Samo przesłanie też rozumiem.
Ale to chyba nie moje klimaty? Znaczy jakby jednak moje, ten dziki męski świat, piękne garnitury, kapelusze  i przystojne twarze. Aleeee jednak nie. Może to była kwestia zmęczenia? Było zaćmienie?
Muszę obejrzeć dwie pozostałe części. Tyle godzin cennego życia. A może raczej sięgnę po literaturę.
No cholerna ze mnie hipokrytka. Albo po prostu nie jestem wystarczająco dojrzała i wykształcona. Tak czy tak, jak już wspomniałam- coś ze mną nie tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz