wtorek, 17 lutego 2015

[już cieszę się na lekturę - znając Pani pasję]
rytm dnia ustabilizowany. orchidea rozwinęła właśnie czwarty kwiat, jest piękna. koty i pies, co rano wylegują się pod moim oknem, łapiąc pierwsze promienie słońca. o 8.15 zupełnie nieoczekiwany telefon. nie wiem, jak można być tak uroczą, małą bestyjką. widocznie można. ja też wyczuwam pewne pokrewieństwo. to pewnie sprawka kotów. jak wszystko, co wydarza się we wszechświecie.

doceniam również tego szczura, przytarganego na wycieraczkę, dziękuję koty, nie wiem, co bym bez was zrobiła. nie przynoście tylko takich danin dziękczynnych na przedpokój i dalej do domu, ok?

skończyłam opowiadanie Hrabala, które dostałam od W. - Zbyt głośna samotność. bardzo dobrze jest tak odpocząć od akademickiego żargonu. ledwie ta burza po Hrabalu uspokoiła się we mnie, zaczynam już nową książkę - ja, Tituba, czarownica z Salem, z ukochanej Serii z miotłą.

wczoraj Mr. Turner [o tym Turnerze, malarzu]. nie wiem, dlaczego 2,5 godziny musiało to trwać, ale gdyby to ładnie pociąć i podciągnąć, byłoby zacnie. Sceny odbywające się w Galerii w Londynie [czy to był Salon?] bardzo do mnie trafiły, taka anegdotka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz