wtorek, 25 września 2012

025


Dzisiejszy dzień to jeden z tych w deseń 'pełen wrażeń'. Zaczął się od tego, że pojechałam na Wydział, coby wyjaśnić milion nie zrozumiałych dla mnie kwestii w związku ze studiowaniem na jakże zacnej uczelni. W przekonaniu, że to nie najlepszy pomysł utwierdziła mnie kolejka wychodząca aż na ulicę. Stwierdziłam, że wpadnę później i wróciłam na Rynek Główny, gdzie zaczęłam szukać 'kolorowych okien'. Śpieszę z wyjaśnieniem- ma zacna znajoma (absolwentka UJ, aktualnie nauczycielka w gimnazjum, a w między czasie najcudowniejsza istota chodząca po Ziemi) - stwierdziła, że żadna ze mnie studentka skoro nie wiem czym są te właśnie okna. Wytłumaczyła mi nawet skąd ich szukać. Takowoż zajęłam pozycję 'zadkiem do Mariackiego' no i wypatrywałam, mrużyłam oczy, przekręcałam głowę. No i tak jakieś parę minut. Tak się na tym skupiłam, że nie zauważyłam jak wokół mnie wyrasta dość spora grupa ludzi. Myślę sobie, no tłok jak tłok, w końcu to Rynek. No ale zaraz potem słyszę 'and where are you from, young lady?' - potwierdzone, że to do mnie bo zaraz przed moimi oczami pojawia się głowa, która zdecydowanie mówi w moją stronę. No to pół polskim pół angielskim, bo w szoku, mówię, że stąd. Grupa się śmieje, to ja też. No i tak właśnie się okazało, że biorę udział we 'Free Walking Tour'.
Chciałam uciec póki mogłam, ale pytanie o pochodzenie poszło dalej i okazało się, że obok mnie stoi czterech Londyńczyków, to zostałam. A zaraz za nimi 'originally from Wales' - rzekł Gerard Butler z wielką brodą, to tym bardziej zostałam. No i tak sobie chodziliśmy bite cztery godziny- nierozgarnięty zlepek narodowości i akcentów. Tyle po angielsku to ja się nie nagadałam przez całą moją szkolną edukację.
W każdym bądź razie chodzi o to, że jak tak słuchałam przewodnika, okazało się, że ja o Krakowie nic nie wiem poza legendą o hejnale mariackim. A skoro już się nakrywam hańbą, to do ogólnej informacji podam, że potrafię się zgubić w drodze z Galerii na Rynek.
No więc, przekopałam moją biblioteczkę i znalazłam to, co powinnam przeczytać już lata temu.
Nie moja wina. W przekonaniu mojego środowiska - Kraków i Nowa Huta to oddzielne miasta. Do tej pory mawiam, że jadę 'do Krakowa'.
Och bez sensu, dlaczego nikt mnie nie edukował od małego. Może nie byłam wtedy wzorem ogarnięcia, ale coś na pewno bym zakodowała. No i masz człowieku, ucz się wszystkiego od nowa. I tak przez całe życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz