wybrałam się po spinki do włosów. pani, którą doskonale pamiętam zapytała "co dla ciebie? / ile ich potrzebujesz?". ja. rozumiecie? dawno nie byłam mną. akademicko zawsze jestem panią. dzisiaj poczułam się Klaudią. miałam moją mojość na wyłączność. po uroczej rozmowie, przymiarkach i komplementach kupiłam jeszcze piękną kokardkę do włosów.
dlatego zawszę łapię ten cholerny dystans do ludzi (głównie wykładowców), który później bardzo ciężko pokonać. ja do nich zawsze na pan/pani, oni do mnie nie muszą.
no i chyba dzień dobry na cześć to jeszcze długo nie zamienię, nawet w sytuacjach bardzo-prywatno-towarzyskich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz