pamięć fotograficzna ma sens. to znaczy, dla mnie wiele spraw rozumie się samo-przez-się, jakoś to widzę, jakoś to będzie. ale chyba nie każdy ma takie wyobrażenie. i nie każdy chce czekać na efekt końcowy w postaci pełnej ściany tekstu licencjatu. nie przekonuje mnie wysyłanie skrawków, bo to nic nie wnosi, no może poza spojlerami. szkieletem kilku doc'ów na pulpicie są cytaty, oraz większe partie tekstu interpretacyjnego. nie wiem i nie rozumiem, dlaczego niektóre rzeczy rozpisuję dzisiaj, do niektórych nie mogę usiąść od kilkunastu dni, nawet jeśli mam sporo materiału. samo się.
dopóki widzę, że ma to sens, nie mam zamiaru panikować. spokojnie pani promotor, wiem co robię.
dziwnie rozmemłany ten tydzień się zapowiada - kilka zajęć odwołanych. wciąż nie mogę przyzwyczaić się do wolnego piątku i względnie wolnego czwartku (bo co to takie jedne zajęcia).
a, siedzę sobie w takim niedoczasie, tu pojadę do Centrum, a tu Centrum przyjedzie do mnie. tu uspokoję jakąś emocję, tu wzbudzę inną. ale generalnie, jakoś spokojnie, szczęka o dziwo nie boli, zakwasy i owszem, ale przecież to nie koniec świata. trochę ogarniam, trochę oswajam. trochę mi zależy, a trochę potrafię mieć dystans. trochę się nie spodziewałam. ale to dobrze.
lista zakupów, telefon od mamy. w sobotę graliśmy w eurobusiness, tata był całkiem zabawny, O. bardzo roześmiana. jeszcze 3 książki do licencjatu, jedna na seminarium. pamiętam, że kiedyś zaczęłam czytać Austerlitz, dlaczego przestałam? nie wiem, ale debata na temat tekstu literackiego z teatrologami zapowiada się wybornie!
jem pomarańczę od M., wracam do notatek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz