Mogłabym snuć też tutaj moje przemyślenia na temat książek, które czytam. Jasne, mogę wszystko, mój jest ten kawałek podłogi. Kiedy już poczułam ten dziki wiatr wolności we włosach, cała spragniona i wygłodniała rzuciłam się na książki (zaskakujący zbieg wydarzeń); efektem czego jest moje nigdy niekończące się niewyspanie, ból oczu oraz brak herbaty - coś mi nie wychodzi to wakacjowanie i odpoczywanie - ujot wciąż maca mnie swoimi mackami.
Od dziś Baudrilliaryzm rezerwuje sobie na religię życiową. Koncepcja rzeczywistości (a raczej jej braku) jest przerażająco akuratna i słuszna; hipermarket i hipertowar to coś, w czym wszyscy codziennie bez opamiętania się taplamy; a reklama absolutnie zawładnęła naszym życiem (a raczej tym, co z niego zostało).
Symulakry i symulacja istnieją - tutaj i teraz.
Książka nie potrzebuje polecenia, jeżeli szukasz Odpowiedzi (tej podstawowej jak żyć, czy tych bardziej detalicznych - jak radzić sobie w tym zaplątaniu i konsumpcjoniźmie dzisiejszego świata) prędzej czy później do Ciebie/w Ciebie trafi.
Ciesze się, że mam własny egzemplarz - Bibliotekarce nie muszę tłumaczyć się ze zniszczeń (liczne podkreślenia, zakreślenia, wykrzykniki i didaskalia); sobie mogę często przypominać, odgrzewać i wskrzeszać.
Wyjaśniłam sobie cząstkę świata i cząstkę samej siebie - to potworny postęp, cholernie ważna cezura na mojej osi czasu istnienia.
W ramach przepracowania traumy i natłoku myśli, popłynęłam w zupełnie inną stronę - lekkiej powieści, która nastroić mnie miała (jeśli w ogóle da się bardziej) na wyjazd do Włoszech.
Według okładki miała być "ciepła, zabawna i inspirująca" - nie spełniła żadnego kryterium. Faktycznie jest (zbyt) prosta, lekka i zupełnie niewymagająca. Opisy, popisy i wypisy zbyt często są w deseń Paulo Coelho. Wymiękłam po tkliwej scenie romantyczno-melancholinej, którą zamknęły słowa: "Żaden ból tego świata nie jest silniejszy od czułości".
Nie tego oczekiwałam, nie tego szukałam.
Główna postać nie jest zupełnie przemyślana ani porządnie zbudowana - po prostu jest, taka sobie; zupełnie jak Wenecja w tle - jest, ale jej nie ma. To wszystko boli mnie dziwną nijakością, płynnością zahaczającą często o samo dno. Bardzo płytko i przewidywalnie.
Ja tego nie poczułam, szkoda. Bardzo żałowałabym wydanych pieniędzy, gdyby nie przepisy kulinarne wydrukowane pod koniec; chociaż tyle.
Nie tego oczekiwałam, nie tego szukałam.
Główna postać nie jest zupełnie przemyślana ani porządnie zbudowana - po prostu jest, taka sobie; zupełnie jak Wenecja w tle - jest, ale jej nie ma. To wszystko boli mnie dziwną nijakością, płynnością zahaczającą często o samo dno. Bardzo płytko i przewidywalnie.
Ja tego nie poczułam, szkoda. Bardzo żałowałabym wydanych pieniędzy, gdyby nie przepisy kulinarne wydrukowane pod koniec; chociaż tyle.


O, a ja właśnie szykuję ksiązkowy wpis... :)
OdpowiedzUsuńPierwsza książka ma bardzo agresywną okładkę, a ja mam wadę wybierać po okładce, więc sama bym po nią nie wyciągnęła ręki, ale teraz dopiszę ją do listy moich zachcianek.