poniedziałek, 26 sierpnia 2013

archiwa I

skoro już kopnął mnie ten zaszczyt, bycia tym "tekściarzem kultury" na uniwersytecie - przebadaną i udowodnioną przypadłość toczę - stare druki, manuskrypty, ryciny, zdjęcia cieszą mnie jak nowe kwiaty na wiosnę, jak świeżo otworzona puszka kawy, jak nowy smak herbaty, jak kocie łapki ugniatające koc, jak...

no dobrze, w każdym razie, od teraz zamieszczać tutaj będę moje ulubione wykopane-z-czeluści archiwów perełki. te, które po prostu cieszą mnie wizualnie, te, które pokazują coś czego jeszcze nie widziałam, te, które udowadniają coś, czego jeszcze nie wiedziałam.
na pierwszy ogień zbiory Istytutu Smithsoniańskiego.
czego? dlaczego? czytałam Dana Browna, on znów mnie zagonił w kozi róg symboli, archetypów, map i obrazów. tak więc, zwyczajowo, spędzam 2-4 godziny dziennie przeglądając archiwa cyfrowe.
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz