czwartek, 26 września 2013


Jej arystokratyczny profil peszył mnie jeszcze bardziej niż cała jej facjata en face.
To znaczy, jak można być aż tak pięknie szlachetnym z samych tylko rysów twarzy.
Fakt, że tam siedziała, niczego nie mówiąc, dodawał jej powabnego uroku, ponieważ wszyscy na sali, a przynajmniej ja, zastanawiałam się czym to zajęte są jej myśli. Co, lub nie daj boże kto, wprawia ją w taki stan skupienia. Brwi, z natury uniesione dość wysoko, tworzyły dwa klasycystyczne łuki; usta, których kąciki zazwyczaj też układały się ku górze, były teraz delikatnie napięte, świadcząc o galopadzie myśli. Najważniejsze jednak jest to, co działo się naokoło, jej twarzy oczywiście. Źle ustawiony rzutnik, wyświetlał obrazy nieco wychodząc poza wyznaczone ku temu pole, naruszając doskonałą nieruchomość znanego nam już profilu. Światła i cienie łagodnie muskały jej twarz, oblekały ją w kolory Van Gogha i kontrasty Gauguina, tworzyły linie i horyzonty Friedricha.
Wykładała historię sztuki, nie wiedząc, że sama jest jej częścią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz