Nawet w połowie lipca kolor niedawno malowanych paznokci konkurował z czarnym tuszem. Palce często mimowolnie chwytały pióro, błądząc po kartce papieru w czerwonym notatniku. Miłe ukłucie podniecenia przebiegło przez jej zwoje mózgowe już przy samej czołówce filmu, klamra zafascynowania domknęła się na napisach prawie końcowych. Notatki popełniane na szybko gubiły swoje sensy i linie, mieszały się z szybkimi szkicami i innymi myślami. Film trwał dwie godziny, w trakcie przez salon przeszło kilka osób. A może to była wciąż jedna i ta sama osoba? Komentowała, ale puszczona została mimo uszu. To jest to. Wiedziała. Dokładnie na to czekałam. Dotychczasowe poszukiwania, urywki i ślady przylgnęły do siebie, zupełnie jakby do małych, nieznaczących igiełek przyłożyć magnes. Wszystko ma swoje miejsce.
Gdyby nie na wskroś irytujący sąsiad i jego goście od grania w karty, koniecznie o 6 nad ranem; gdyby nie pas słońca chciwie wbijający się między zasłonę a framugę nie wstałaby tak wcześnie. Zostałaby z książką do 10.00, do momentu, w którym głód kofeinowy nie wygnałby jej do kuchni. Jednak coś sprawiło, że nie tylko zeszła wcześniej na dół, ale postanowiła zostać na dłużej w salonie. Dwie strony notatek o czymś świadczą, tak samo jak kadry, które widzi cały czas. Były tak bliskie i tak bardzo znajome, że nie mogła w to uwierzyć. Zupełnie jakby sama je zrobiła, dokładnie w taki sam sposób postrzega świat przez czarną puszkę wypełnioną lustrami. Dekonstrukcja siebie i świata przedstawionego, zaciemnienie, rozjaśnienie, podwójna ekspozycja.
Obawia się, że licencjat napiszę się sam, zupełnie przez przypadek, zupełnie na rok przed czasem. Skończona niedawno książka o surrealizmie, kantorowskie powidoki i pomyślenia, świat wtopiony w zaświat, roztargnienie, rozciągnięcie, metajęzyk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz