niby to wiedziałam o czym chcę tutaj porozprawiać, ale wybił mnie z rytmu dziwnie semantyczny zbieg.
u-rodziny.
większą część samotności człowiek sobie wkręca.
się nakręca, powykręca i zakręca we wszystkie możliwe teorie spiskowe.
i może sobie tak meandrować, dopóki ktoś za kołnierz nie wyciągnie, nie praśnie na brzeg rzeczywistości.
forma bez treści.
bez zajrzenia do kalendarza nie bardzo wiem co robiłam i kiedy. uniwersytecko sprawy mają się dobrze. rzadko się wysypiam. babcia wmawia mi bladość, faszeruje tabletkami.
był teatr, którego nie zrozumiałam; promocja książki, którą chciałabym zrozumieć.
przy kolejnym spotkaniu conradowskim było dużo więcej zamieszania.
emocjonalnie intensywnego.
rozproszyłam się znowu.
chyba nic konkretnego mi tutaj nie wyjdzie. spróbuję jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz