idąc w stronę jeziora, na prawym poboczu drogi zobaczyłam martwego kota. o pięknym szaro-białym umaszczeniu. w drodze powrotnej, na przeciwległym poboczu spoczywał martwy jeż, trochę bardziej nadszarpnięty niż kot.
wchodząc przez bramkę na podwórko, przywitana zostałam przez psa, trzymającego w pysku połowę polnej myszy.
jak frytka się zetnę w oleju
i spalę się skrętem do szczętu
i z duszy swej, mój dobrodzieju,
nie zrobię nikomu prezentu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz