czytam sobie teksty o teorii obrazu. to na te zajęcia, którymi nie powinnam się stresować. znam mój brak-pamięci-do-nazwisk-i-pojęć-in-genere, więc wolę nie ryzykować nieprzespanej nocy. poza tym, to statystycznie zwiększa szanse na zabranie przeze mnie głosu. aj waj.
pióro i inne przydatne rzeczy zostały w Hucie. poza tym, stosuję się do nowego systemu robienia notatek. klawiatura świeci na biało, może tak szybko się nie znudzę. poza tym, mam fioletową bezprzewodową myszkę.
kolejną porcję leków popijam kawą. stan przeziębienia i mój stan skupienia nie różnią się bardzo od tego, gdy nie jestem chora. poza smarkaniem i przywilejem wpuszczania kota do łóżka.
skończyłam trzecią z całej serii, pierwszą z sagi, książkę o wiedźminie. tak, to zdanie brzmi jakoś koślawo.
mam ochotę wsiąść w polskiegobusa i nakopać komuś do rzyci. ale ten ktoś pewnie miałby ochotę i mnie dokopać. i tak byśmy się kopali. nie mylić z kochali. tymi łydkami.
uch, nic na siłę, prawda? trochę sobie pomarudzę, trochę będę się przejmowała. a co mi tam.
jutro zajęcia zaczynam o 9.45 - sporo w tym semestrze o wizualności. zrobię chyba notatki z własnego licencjatu [patrz początek postu].
kawa i herbata zaczynają smakować, mam nadzieję, że jutro będę czuła się na tyle dobrze, żeby zjawić się na uczelni. i że nos mi nie odpadnie. i że nie będę musiała smarkać podczas zajęć.
powinnam znaleźć termos i zrobić dużo herbatki. na zapas/na zaś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz