niedziela, 18 października 2015

mam dziwne wrażenie, że ostatnio nie byłam sobą. znaczy, nie byłam dla siebie.

w sumie, to przez ostatnie kilka lat nie byłam sobą. bywałam sobą tylko kameralnie, restrykcyjnie i okazjonalnie. niby pierwszego dnia studiów trochę się przełamałam, jednak udało mi się zawiązać kilka znajomości. to wciąż wąskie grono. tym bardziej chyba cieszy.
od tego roku (akademickiego) chyba już nie muszę się przełamywać i zmuszać. czasami wciąż słyszę jak coś we mnie trzeszczy, coś dzieje się niby "wbrew naturze", właśnie paradoksalnie uwalniając we mnie pokłady tego, co najbardziej odpowiednie. trzy lata studiów, żeby zaufać otoczeniu, żeby poznać/wybrać ludzi, z którymi chcę dzielić się sobą. tak właśnie, egoistycznie, sama sobie to ustalam. w moich granicach.
zaskakuję samą siebie. przepływ impulsów między moimi neuronami nabiera fajnego tempa. tak samo, jak oddech. szczęki wciąż czasami za bardzo mnie bolą. ale właśnie, słowo klucz, to czasami.

wciąż nie jestem pewna co do miejsc, w których powinnam stawiać przecinki.
kończę 2. sezon Wikingów.
zbieram materiały do magisterki. tak, wczoraj chyba nawet wpadłam na temat, którym się zajmę.
po kocie nie miałam żałoby, raczej wyparcie. chyba przeczuwałam, że jego brawurowość tak się kiedyś skończy. nie oswoiłam się z nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz