to chyba całkiem nowy etap. nie chodzi tylko o nowy stopień studiów, ale o nową mnie.
może nie powinnam robić tego nadprogramowego spaceru ze Starowiślnej pod Wawel, ale wciąż nie lubię się spóźniać. zresztą, nie ma tego złego.
pod salą powiedziałam reszcie grupy, że pan profesor jeszcze wczoraj meldował się na fb z Paryża, więc chyba jeszcze z niego nie wrócił. żartem rzuciłam, że powinniśmy zrobić listę albo chociaż selfie. chwilę potem dołączyliśmy pozdrowienia i bam, pocztówka poleciała do Paryża. zaproponowałam kawę. całej grupie. w 9 składaliśmy się na kawy i dwie herbaty. przy okazji zrobiłam nieoficjalną i nieplanowaną rekrutację do koła naukowego.
na późniejszych zajęciach zabrałam głos, nawet wtedy, gdy nie powinnam - to znaczy, nie powinnam, bo brzmię jak rozrusznik w traktorze. ale i tak wytłumaczyłam co trzeba; a potem jeszcze zadałam dwa dość kluczowe pytania.
całkiem dobry wynik.
bez zawałów, bez ucieczek i teorii spiskowych. brawo ja.
w nagrodę herbata i sałatka owocowa. nos jeszcze mi nie odpadł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz