czwartek, 12 stycznia 2017

you don't grow when you're comfortable 

kalendarz z moleskine spełnia swoją powinność - mobilizuje do cotygodniowego zapełniania pustej kartki po prawej stronie.

ja trochę też spełniam swoją powinność - sama wyznaczam małe cele i podejmuję małe kroki. wystarczy zatrzymać się sekundę dłużej nad ofertami i propozycjami wyskakującymi na feedzie i podjąć decyzję "zrobię to w tym tygodniu". tyle wystarczyło, żeby zanieść do Massolitu karmę dla zwierząt; umówić się na konsultacje z jednym z profesorów; pójść na zebranie katedry krytyki literackiej; rekrutować się do redakcji fundacji piszącej o/rozpowszechniającej sztukę - a to dopiero połowa tygodnia.

da się.

muszę sama się zorganizować, nie czekać na sygnały/prośby i groźby z zewnątrz. po mojemu, w swoim czasie.

czytam kolejną książkę z półki "do przeczytania"; kończę kolejne seriale.

wystarczy utrzymać takie tempo i zaangażowanie; wystarczy pilnować samej siebie.


powoli wracam na dobra drogę - po regresie fobii społecznej z połowy grudnia i cofnięciu się o kilkanaście kroków, zaczynam robić małe kroki do przodu.
prezentacja na seminarium okazała się całkiem zabawnym doświadczeniem, od nowa muszę pracować nad utrzymywaniem kontaktu wzrokowego, ale jestem na to gotowa - dla mojego dobra. nie robię nikomu łaski, robię sobie dobrze. nieznajomy doktorant napisał mi później, że mam "szalenie interesujący temat" oraz, że zrobiłam "świetną prezentację".
potrafiłam śmiać się z własnych przejęzyczeń i dogadywać panu promotorowi. krok do przodu.

powoli kończę tekst na Identyfikacje Zagłady, prawie trzy tygodnie przed terminem. nerwica ma swoje plusy, od roku uczę się ją wykorzystywać - tak jak ona wykorzystywała mnie całe życie. in your face, little bitch.

ostatnio wyszły dwie książki, które poruszały wątki (kropka w kropkę), którymi chciałam się zając badawczo w ciągu kilku następnych lat. nie będę pierwsza, ale to chyba znaczy, że idę w dobrą stronę.

uczę się odpuszczać i godzić się z tym, że niektórzy ludzie nie będą już częścią mojego życia - tak się po prostu chyba dzieje. przynajmniej mogę mieć czyste sumienie, bo próbowałam coś z tym zrobić - widocznie w niektórych przypadkach decyzja nie należała do mnie.
nie wszystko należy do mnie/zależy ode mnie; krok do przodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz