wtorek, 28 października 2014

pierwszy raz, w którym bezwiednie przeczesałam palcami włosy do tyłu, powinien zostać nie opisany. faktem jednakże jest, że nawyk wrócił, grzywka ciąży i irytuje; a ja odgarniam, po staremu, źle.
przynajmniej nie jest mi zimno w czoło. stopy i rączki standardowo marzną.

dzisiaj sporo pisałam, czytałam i myślałam. trzy godziny w czytelni robią swoje. wklejam sobie za to kilka gwiazdek. dla nieuważnego czytelnika może to być bardzo codzienne i zwykłe. dla niektórych, jednakże, to spore wydarzenie w non-social życiu.

myślę spokojniej, o licencjacie, w głównej mierze. myślę też o licencjatach innych, i cieszę się, kiedy mogę się na coś przydać. bo właśnie tak trzeba, robić rzeczy, cytując klasyka. jestem zadowolona z dzisiejszego dnia, no wyduś to z tej klawiatury, z siebie jestem zadowolona. takie porządne, intelektualne zmęczenie.

na zajęciach analizowaliśmy sonet Szekspira (wciąż upieram się, że odczyt Rickmana nie ma sobie równych). była też Notatka Szymborskiej. znów we mnie uderzyła mocą swoją niepomierną, nieplanowanie, jak sądzę. dobrze się o tym rozmawiało, poruszyłam kilka kontekstów, z czego to właśnie jestem dumna. "myślimy podobnie", było sporym komplementem, bo myśleć jak taki człowiek, to myśleć całkiem ładnie i sprawnie.


myśli uczesane, o.

1 komentarz:

  1. intelektualne zmęczenie jest piękną satysfakcją... lubię ten stan :)

    OdpowiedzUsuń