państwo zapewne kojarzą ten prawie-rzeczywisty stan po przebudzeniu, kiedy przeżywana narracja okazuje się jedynie snem, lecz jej realność trwa w zawieszeniu gdzieś w nas i daje nam - czy to do myślenia, czy do odczucia - coś fajnego?
śnił mi się M. P. M. spierający się z M. o stopień wypieczenia mięsa - na moim własnym grillu, oczywiście. przeglądał też później moją biblioteczkę, znajdując na miejscu honorowym swoją własną książkę z dedykacją Ach, to dla Pani. A no, dla mnie. Ale za kotami to ja nie bardzo przepadam. Szanuje je, oczywiście. To bestie na wskroś literackie. Może miałem do czynienia z którymś w innym wcieleniu, czy to moim, czy tego kota. Mogę pogłaskać?
wczoraj dostałam maila kwalifikującego mnie na konferencję. odbędzie się za trzy tygodnie, a ja popełniłam już trzy slajdy prezentacji i wpadłam na ogólny tok wywodu. swoją drogą, nader ciekawa sprawa. na książkę prof. Z. nakierowała mnie A. - czytając myślałam i o konferencji i o licencjacie - okazało się wtedy, że przytoczyła się chyba do mnie ostatnia zębatka - idealnie korygująca cały licencjat, jak i łącząca koncept konferencyjny. ave.
do tego to dzisiejsze ukontentowanie postacią M. P. M. (musiałam oczywiście z samego rana obejrzeć półgodzinny wywiad). to wszystko sprawiło, że poczułam się nader dobrze. wiedzą państwo, to jedno z tych uczuć - takiego komfortu i bezpieczeństwa, kiedy myśli się - to jest to - tak, właśnie w ten deseń.
rano słyszałam śmiech na dole. rodzice siedzieli w kuchni i przekomarzali się. wiedzą państwo, co znaczy, kiedy dogryza się drugiej osobie? jest chyba całkiem dobrze, w tym świetle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz