piątek, 22 maja 2015

rozpisać się, wejść w odpowiedni stan skupienia - jakoś od rana bez powodzenia. kawa, śniadanie, leki, wieś, kot, książki, notatki, nowe-stare motto do pracy, notes, pióro. to już naprawdę finisz, wystarczy to jeszcze zlepić, pozszywać do końca. wbrew przekonaniom R., nie pisać tego na 200 stron, dokończyć drugi rozdział. potem wydać, w Karakterze, bo to bufoneria. 
dać sobie spokój z Sontag, bo mnie zaraża i piszę jak ona. a może to właśnie dobrze, może zadufanie intelektualne mi służy. nie ograniczać się, najlepiej już nie studiować, nie cytować, bo moje własne lepsze. aj waj.

kupiłyśmy sandały na platformie, to wciąż nie jest etap mojego dorosłego życia, w którym samodzielnie podejmuję takie decyzje. pewnie bym i jakieś buty kupiła, po kilku dniach zastanawiania się i tracenia energii - po co to tak. zawsze mogę to podpiąć pod pracę nad więzami rodzinnymi.

chcę święcącą klawiaturę. albo białego laptopa. jestem pewna, że na białym laptopie już dawno skończyłabym licencjat. co dopiero, gdyby miał podświetlaną klawiaturę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz