piątek, 5 czerwca 2015

przypomniałam sobie, że kalendarz w Hucie wciąż jest w maju i Słonecznikach van Gogha.
koty wydają się dziksze niż zazwyczaj, a Emma jest chyba coraz bardziej przepełniona miłością. dzisiaj piłyśmy razem kawę na tarasie, położyła mi swój wielki kudłaty łeb na kolanach, to urocze. wierzcie państwo lub nie, zawsze rano uśmiecha się na mój widok. retrievery to potrafią. koty ponoć też, tak głosi legenda.

napisałam jedną pracę zaliczeniową, zostały jeszcze dwie. dzisiaj planowałam zacząć tę na kulturę XX wieku, ale czeka na mnie trawa i kosiarka; no i Zdzisia biegająca po największym upale. Zdzisi należy pilnować. licho nie śpi. Zdzisia też.

Andrzej dzwonił lekko spanikowany, że Stasia od wczorajszego wieczora nie wysłała mu smsa, a on nie może się do niej dodzwonić. lewe płuco, prawe płuco. kazałam mu przyjechać na obiad.

Ola chodzi za mną po całym domu i podwórku. jest przy mnie w drodze do sklepu, do łazienki. głaszcze ze mną koty, opowiada różne historie, często się śmieje, coraz lepiej oszukuje w planszówkach, łapie zasady szantażowania - mnie, oczywiście.

to chyba pierwsza tarta, która mamie nie wyszła. tata opowiadał o fugowaniu w dużym upale. dostałam list polecony upraszający o przedłużenie ubezpieczenia skutera. popełniam ostatnie odczytania licencjatu, chcę to już spakować i przekazać dalej.

właśnie dostałam wiadomość od Stasi, zapomniała rano włączyć telefon, jadą właśnie do La Salette. idę zaparzyć herbatę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz