czwartek, 4 października 2012

027

Okej okej. Kawa jest, słońce przebija się przez (jak to możliwe znowu brudne) okno, więc naskrobać coś należy. Ostatnio (wybaczcie, jest takie zamieszanie, że dni mi się rozlewają w jedno wielkie 'ale chwila, co..') ktoś zupełnie nie świadomy mojej nieogarniętości zapytał gdzie jest miasteczko studenckie. Wtedy też zdałam sobie sprawę, primo- z tego, że jestem faktyczną studentką, secundo- że cały Kraków to jedno wielkie miasteczko studenckie. To nie do uwierzenia ileż tam się snuje młodych, pięknych umysłów.
A jak tam  u mnie? Cóż, jestem już po czterech zajęciach. Powoli zaczynam orientować się w salach, wydziałach, tajnych przejściach. Zawieram znajomości, nie pamiętam imion, staram się dorwać legitymację, którą przenoszą z pokoju do pokoju.
Sama siebie nie poznaje. Mówię do ludzi. Nawet do tych, z którymi wcale nie muszę rozmawiać.
Zwracając uwagę na moją irracjonalną, trwającą parę lat nieśmiałość, to przełom godny zapisania na blogu.
Na każdym przedmiocie mowa o liście książek 'do przeczytania jako wstęp do zagadnienia' - a4 zapisane drobnym maczkiem z góry na dół.
A masz mózgu, a macie oczy- (nareszcie) do roboty!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz