Okej okej. Kawa jest, słońce przebija się przez (jak to możliwe znowu brudne) okno, więc naskrobać coś należy. Ostatnio (wybaczcie, jest takie zamieszanie, że dni mi się rozlewają w jedno wielkie 'ale chwila, co..') ktoś zupełnie nie świadomy mojej nieogarniętości zapytał gdzie jest miasteczko studenckie. Wtedy też zdałam sobie sprawę, primo- z tego, że jestem faktyczną studentką, secundo- że cały Kraków to jedno wielkie miasteczko studenckie. To nie do uwierzenia ileż tam się snuje młodych, pięknych umysłów.
A jak tam u mnie? Cóż, jestem już po czterech zajęciach. Powoli zaczynam orientować się w salach, wydziałach, tajnych przejściach. Zawieram znajomości, nie pamiętam imion, staram się dorwać legitymację, którą przenoszą z pokoju do pokoju.
Sama siebie nie poznaje. Mówię do ludzi. Nawet do tych, z którymi wcale nie muszę rozmawiać.
Zwracając uwagę na moją irracjonalną, trwającą parę lat nieśmiałość, to przełom godny zapisania na blogu.
Na każdym przedmiocie mowa o liście książek 'do przeczytania jako wstęp do zagadnienia' - a4 zapisane drobnym maczkiem z góry na dół.
A masz mózgu, a macie oczy- (nareszcie) do roboty!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz