Czytam Prousta. Nie jest taki jak się spodziewałam. Chociaż w sumie to nie wiem czego się spodziewałam.
Czytam też masę kserówek, chociaż pewna nie jestem co na który wykład. Przykładowo pod ręką mam dziennik mieszczanina z 1680 roku oraz stary scenariusz do sztuki teatralnej.
Moje skłonności kleptomańskie wzbogaciły mnie też o bardzo ciekawy miesięcznik- leżał na oknie, ewidentnie bezdomny i bardzo samotny. No i znowu spotykam się tam z Mrożkiem. Wiem wiem, zostały mi jeszcze 2 tomy dzienników do przeczytania.
Poznałam już chyba wszystkich wykładowców / profesorów / magistrów / doktorów, z którymi będę miała do czynienia. Są tacy, którzy już teraz zasłużyli na serduszko przy swoim nazwisku, oraz tacy, na których widok na korytarzu zaczyna się ziewać, bo tak nudnie mówią. Nic to, wiedza podawana w każdy sposób, nawet ten iście nużący, na pewno się przyda.
Najbardziej radością me serce wypełnia Młoda Polska w Krakowie oraz Interpretacja dzieła teatralnego. Pierwsze prowadzone przez profesora, który wydał już 5 książek (o matkobosko wezme od niego autograf). Drugie przez najsympatyczniejszą istotę chodzącą po Wydziale.
Tak więc, mimo małych niuansów, straszliwej biurokracji i szatańskiego tworu zwanego USOSem- wszystko wydaje się być całkiem w porządku.
Kurcze no, wreszcie dowiem się wszystkiego o Krakowie. Mam nawet wykłady o Kulturze dawnej, na której będziemy wychodzić na podwórko, w sensie w plener i widzieć wszystko o czym mówimy!
Co więcej? Ludzie, ludzie, ludzie. I najcudowniejsza gorąca czekolada we wszechświecie, przynajmniej tym o którym wiem. Miło jest przesiadywać w miejscu, w którym pisywała Szymborska, może nawet Miłosz. A sam Grzegorz Turnau jest wciąż częstym gościem.
To dopiero pierwszy tydzień, a ja mam wrażenie, że należę tam od dawna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz