środa, 5 listopada 2014

siedzę na tym parapecie już od dawna, to znaczy, niekoniecznie dzisiaj, ale tak ogólnie, życiowo na nim siedzę od dawna. i dopiero dzisiaj zauważyłam salę taneczną pobliskiego domu kultury. ludzie trenują, kręcą się i skaczą. a ja siedzę na zimnym parapecie z ciepłą herbatą.
kolejne książki przytargane do mieszkania, trzecia półka coraz pełniejsza, chyba będę musiała gdzieś przenieść kilka uroczych pozycji, które przyniosła mi tu kiedyś babcia (Biblia, Atlas zwierząt polskich, Menopauza - jak sobie poradzić).
przy szafie z ubraniami też mam półki, na nich od zawsze Encyklopedia PWN w czterech tomiszczach, trochę Wyspiańskiego, pudełko z melisą, taśma klejąca, pozłacana Matka-Boska-Licheńska. niech sobie stoi, jeśli jej z tym dobrze. babci w sensie. 
torba na aparat czeka przy drzwiach. strategiczne miejsce, może nie zapomnę. chociaż zapomnieć bym chciała. 
teksty na jutro przeczytane, zostaje kwestia seminarium. pomyślę o tym rano. może. 
wydaje mi się, że jeszcze wczoraj miałam względnie ogarnięty plan lekturowy do końca tygodnia. ale w tramwaju rzuciłam okiem na nową książeczkę i niechybnie się wciągnęłam. pozostaje podpiąć się pod stałe pytanie babci "kiedy ty to wszystko przeczytasz?".
nie wiem, ale ośmiogodzinny wymagany czas spoczynku mi się skraca, starzeję się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz