piątek, 21 listopada 2014

pijemy komisyjnie kawę parzoną, turecką, z tygielka.
lubię robić wielkie-małe rewolucje w życiu dziadków.
kiedy wróciłam po weekendzie na Hutę, dziadek powiedział, że dobrze, bo tak pusto i cicho beze mnie.

wróciłam z biegania, to jeszcze mi się dostało komplementem, że profesjonalnie biegam.
niech i tak będzie.

tak więc, pobiegałam i popiłam kawą.
posprzątałam w pokoju, poczytałam artykuły, ogarnęłam materiały.

przepływy energii zdarzają się często, dzisiaj podkręcone i kontrolowane; wczoraj niespodziewane i
bardzo budujące.
pochwalono mnie za moją pisaninę, nie byle kto i nie byle jak. stąd ogólna moja konsternacja i roztrzęsienie.

dobrze mi jest.
bagatelizując rozsadzającą mnie właśnie energię, spokojnie i wygodnie mi wewnętrznie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz