dzień względnie wolny.
taki, w którym przestrzeń ogranicza się do łóżka, korytarza i czajnika.
na stole piętrzą mi się książki. poważnie, same się. dwie ośmiopiętrowe kolumny.
nie wiem już kiedy je tu wszytskie przytargałam. w większości licencjatowe. chociaż akuratniej byłoby stwierdzić, że konferencyjne.
się pracuje, się zapisuje, się kawę popija herbatą.
się wspina na łóżko, żeby przekręcić ostatnią kartę w muchowskim kalendarzu.
przecież dopiero odwijałam go z folii i zastanawiałam się, na którym gwoździu go powiesić.
koniec przerwy, domykam okno, witam w grudniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz