środa, 24 grudnia 2014

ponoć lubię prasować i ponoć mam to po dziadku, tak mówią.
nie lubię, szarga to moje nerwy, z góry skazane jest na bezsensowność, bo zaraz się pognicie.
ale z dziadkiem wiemy, że lepiej faktycznie zamknąć się w tej łazience, z deską, z żelazkiem, z pogniecionymi obrusami i poszewkami, żeby chociaż na chwilę uniknąć tego całego roz... gardiaszu.

w telewizji leciało Moonrise Kingdom, kiedy zorientowałam się, że O. ogląda jak zahipnotyzowana, przejęłam połowę jarzyn do pokrojenia za nią. ojciec inspektor pochwalił, dobre kosteczki, gwiazdka dla mnie. a z O. będziemy sobie częściej oglądać Wes Andersona.

dzienna norma wypitej kawy została przekroczona jeszcze przed południem, cóż, mogę.
O. dalej przejęta w co się ubrać, no bo przecież, będzie inspekcja. ja mam takie kolorowe z baskinką i ciemne dżinsy. mamunia od rana dogryza, że będzie wyższa, bo ma szpilki. niebieskie szpilki.
niech będzie wyższa. niech jej się tak wydaje.

klarowność myśli. wiem co i jak chcę powiedzieć, reszta, cóż, mam nadzieję, że nie okaże się to Gide'owskim acte gratuit.

włosy nie chcą trzymać się bez pianki. cóż, wpakuję to wszystko pod opaskę.
wielkie odkurzanie i mycie podłóg zabonusowało stanikiem. podszafie jako mistyczna kraina rzeczy zaginionych.
.
miłego wieczoru, chociaż może lepiej, miłej wieczerzy Państwu życzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz