jedno z opowiadań Iwasiów wywołało efekt Beksińskiego.
nie, że cały świat przedstawiony wysnuł przede mną konkretny obraz-pejzaż. postać. postać kobiecą. niedokładną, to nie mimetyczne odzwierciedlenie czegoś już widzianego, to kompilacja wyobrażeń. to dziwnie (nie)świadome odczucie i zobrazowanie smutku i rozpaczy. rozpadu.
wiem, że moja plastyczna wyobraźnia pozwala czasami na wiele, tym razem jednak, to coś innego.
dochodzi 9.00, reszta domu już obudzona, muszę zejść na śniadanie.
gdzie przebywa mój wielki, zimowy sweter, kiedy jest najbardziej potrzebny? zimno mi.
na fb cisza i spokój, gdzie podział się świat.
do pokoju zajrzała mamusia, robi to od jakiegoś czasu, to nowość. ojciec też czasami się tu zapuszcza. jest bardziej bezpośredni, jeżeli w ogóle przy jego osobowości można o czymś takim mówić. przez wódkę do serca, to chyba ten mechanizm. no dobrze, mogę oddać za to moją wątrobę, co mi tam, przynajmniej jest bliżej. w ogóle jest.
zastanawia mnie, czy nastąpią jakieś konsekwencje? czy na dole są jakieś wnioski, nowe spojrzenia, nowe podejścia? chciałabym mieć wrażenie, że kiedy wyjdę z pokoju, to wejdę w nową rzeczywistość. ten dziwny podział tu i tam. może teraz mają do mnie trochę bliżej? dopóki się nie dowiem, to ja będę podchodzić/wychodzić do nich. na tyle jeszcze pozwoli moja duma i uprzedzenie.
dość, że wypiję kawę podczas/po śniadaniu; nie, jak zwykle, przed.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz