Póki co, poranna kawa, czyli przepisowe 5. minut dla mnie- rozsupłanie zbiegowiska wydarzeń, uczuć i opinii o spektaklach, które ostatnio widziałam. [film: półmetek Festiwalu]
{19.11} Compagnie P.P Dream & Gilbert Peyre -
Kupido. Właściciel mieszkania położonego w piekle i w raju. [Francja]
Surrealizm w czysto-teatralnym wydaniu. Wszystko jak najbardziej na swoim miejscu i poza nim. Szafa, człowiek, lalka, głowa, świnia, talerz, trzewiki, królik, kontrabas. Wyraz, dźwięk, forma. To wszystko i w zasadzie nic- przemyca historię, bezczelnie prowokuje, wkrada się do podświadomości, śmieszy i przeraża.
Każda rupieciarnia, rozczłonkowanie, nieład- ma swoje zadanie. Kwestia gustu- czy przeszkadza czy pomaga. Jedno pozostaje bezsporne- na pewno działa.
Gilbert Peyre zaprasza nas do swojego wesołego miasteczka - kpi czy wzbudza empatię?
Porusza- nas i w nas. Jak precyzyjny zegarmistrz zagląda do naszego wnętrza, otwierając drzwiczki, do których zazwyczaj nie mamy klucza. Nakręca śrubki, o których istnieniu zazwyczaj nie mamy pojęcia. Zdecydowanie jest mistrzem w swoim fachu.
Teatr Giocco Vita & Imperfect dancers -
Sen nocy letniej. Na ciała i cienie. [Włochy]
Lekka, cudowna i baśniowa gra świateł i ludzi. Po raz kolejny spektakl w nie znanym mi języku. Nie mam zamiaru czytać objaśnień i konspektów- zostanę przy tym, co sama wykoncypowałam i wymarzyłam. Marzenie- chyba właśnie o to tutaj chodziło. Wzbudzanie poczucia dziecinnej, lecz nie naiwnej lekkości- fantastyczna gra świateł, kolorów i postaci. Dwie pary zakochanych, walka dobra i zła- baśniowe wróżki i diabeł. Historia rozstania, poszukiwania- miłość, przyjaźń, przywiązanie. Co zdecydowanie przykuło moją uwagę to ciekawe zagospodarowanie przestrzeni scenicznej przy właściwym braku scenografii. Cały świat tworzyły postaci i ich taniec- oraz gra światło-cieni. Nakładające się na siebie, wirujące i pełne kolorów. Cienie postaci raz budzą niepokój, a raz zupełny zachwyt- grają wspólnie, przeciw sobie i dla siebie.
{20.11} Oorkan - Box Brothers [Holandia]
Do zakochania jeden krok, czyli urocza historia czterech Braci Skrzyniowskich. Czym tak bardzo podbili moje serce? Raz- zdobyli się na naukę tekstu po polsku; dwa- to duzi chłopcy, potrafiący bawić się i innych. Energia, rytm i humor - to główne zalety, które tak bardzo w nich uwielbiam (bo ukryć się nie da, że od wczoraj jestem wielką ich fanką). Występ sprawia, że do prawdy nie da się usiedzieć na miejscu- tym lepiej dla mnie, bo stałam- czysto teoretycznie. Po prawdzie, to tupałam, klaskałam, dygałam i się śmiałam. Wspaniały dowód na to, jak nie wiele potrzeba, by dobrze się bawić. Box Brothers to parada muzykalności, pomysłowości i wielkiego dystansu do siebie. Takiej machiny nie trzeba sztucznie napędzać- to wszystko dzieje się samo- z bardzo roześmianym skutkiem.
Zimmermann & de Perrot -
Chouf Ouchouf w wykonaniu Groupe acrobaticque de Tanger [Szwajcaria-Maroko]
Tutaj muszę przyznać, że ten spektakl to dla mnie niemała zagwozdka- chociaż nie taka jak z perską operą. To chyba nie moje rejony poznawczo-estetyczne, co nie zmienia faktu, że doceniam kunszt tej performatoryki. Historia osadzona w czasie i przestrzeni, o których nie wiem zbyt wiele - dlatego też pewnie nie wyłapałam głównego przekazu, a raczej pewne drobne szczegóły. Co chyba samo w sobie jest sporym osiągnięciem, bo nazwa spektaklu to arabskie wyrażenie, które znaczy "spójrz, ale popatrz naprawdę uważnie!"
Ciało, przedmiot i muzyka nawzajem się tutaj ogrywają. Punktem wyjścia jest fizyczność, kunszt akrobatyczny- doskonałości i braki ludzkiego działa, a w szerszym aspekcie: umysłu.
Całość owiana jest żartem w tonacji groteskowej. Dominują kontrasty i sprzeczności- harmonia walczy z nieładem, człowiek z przedmiotem, ciało z umysłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz