Czy to jest tak, że wreszcie staje się osobą, jaką zawsze chciałam być, czy byłam nią zawsze- ale nieświadomie bądź bardzo skromnie? Nie wiem, ale zaczynam się z tym i sobą czuć całkiem nieźle.
Zakładając, że to faktycznie ja, a nie wytwór mojej wyobraźni. Tak czy tak, powinno się to jakoś razem składać w jedną całość. Chyba, że ma się schizofrenię. Albo mniej skrajnie- bardzo zachwiane poczucie własnej wartości. Od dawna się do siebie dobijam. Zaczęłam wreszcie zadawać pytanie 'co jest grane?' nie tylko wszystkim cierpiącym na około, ale samej sobie. Czasami nawet zyskuję logiczną odpowiedź.
To się chyba bardzo ma do tego mojego studiowania. Bardzo bym się bez tego zagubiła w życiu, no i nie wiadomo też gdzie i jakbym skończyła. Nie, żebym teraz wiedziała, ale przynajmniej trzymam się jakiejś (co prawda bardzo ledwo przetartej) ale jednak ścieżki. Reasumując, działam teatralnie i fotograficznie, jak zauważyć można- czasami też pisuję. Chyba wszystko jest na swoim miejscu, co?
No jasne, że nie, bo wciąż pozostaje ta jedna "rysa na szkle" - ale póki co, ładnie ją poleruję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz