piątek, 25 stycznia 2013

Mam dość dnia dzisiejszego. Mam go po dziurki w nosie, uszach i po cebulki we włosach, i nawet mi w pięty poszło.
Spałam 4 godziny. Denerwowałam się? Tak. Egzaminem? Tak.
Śpieszę z tłumaczeniem: to mój pierwszy egzamin na moich pierwszych studiach, na moim wy-marzonym Uniwersytecie. Jak mi poszło? Mniej więcej dobrze.
Ale nie o to chodzi. Moje wyobrażenia dostały w twarz od rzeczywistości. Ja dostałam w twarz od rzeczywistości.
Dla mnie Uniwersytet owiany jest tą romantyczną mgiełką miejsca magicznego. A tu chuj.
Wybaczcie, podpinam to pod licentia poetica i zmęczenie.
Chodzi mi o tę jedną wielką mistyfikację. Obrzydliwe oszustwo.
Cała atmosfera egzaminu- otoczona kilometrami ściąg- totalnie zbiła mnie z tropu.
Nie oceniam, sama nie jestem wzorem cnót, naprawdę. Ale cholera...
Wiecie, że dwa dni temu, kiedy zobaczyłam przygotowywania ściąg, byłam przez parę dobrych sekund w autentycznym szoku ? Nie wpadłam na to. Nie pomyślałam o tym żeby zrobić ściągi. Nic, zero, nullo, nein.
Oczywiście wtedy zapisałam nazwiska i daty, których nigdy nie pamiętam, i skróty myślowe, których nigdy nie rozumiem, bo ogrom materiału naprawdę wszystko mieszał.
Ale... ale dlaczego ja się tłumacze? Ja właśnie to czuję. Ja mam potrzebę wytłumaczenia sobie, ja mam dziwny odruch. Dlaczego mną to tak miota?
Ja w to wierzyłam, ja chciałam w to wierzyć.
Zabawa w Uniwersytet mi nie wychodzi.
Ja... ja się uczyłam na ten egzamin. Naprawdę, od tygodnia pracowałam nad notatkami. W środę spędziłam nad tym 3 godziny.
A w parenaście minut wyklarowało się wszystko. Tablety, komórki, wydruki- załatwiły sprawę tak szybko.
SKĄD TO CHOLERNE UCZUCIE? dlaczego ja czuję dziwny wstyd?
że się uczyłam? że poświęcałam czas? to takie a-normalne? ja jestem a-normalna?


naiwna?

5 komentarzy:

  1. Lubię Cię.
    A tak swoją drogą... nie martw się, większość egzaminów na tym wydziale jest ustna (sasasa złośliwy uśmiech). Ale nie, nie będę kłamać, nie licz na sprawiedliwość i sens.

    OdpowiedzUsuń
  2. oj, jak bardzo cię rozumiem. kiedy w moim wyimaginowanym światku pękła taka bańka, to przestałam wierzyć w celowość studiowania. teraz zaliczam przedmioty tylko po to, żeby nikt mi nie zarzucił, że "nie mam wyższego! nie jestem wykształcona". ja wiem, jak reszta jest "wykształcona" i to mnie starcza ;)

    ps. chociaż takie szczęście, że teksty są ciekawe (oprócz gender, queer, blabla, jak wszędzie).

    OdpowiedzUsuń
  3. Popieram moją przedmówczynię ;). Na ustnych dochodzą fochy prowadzących, osobiste sympatie i tak dalej... Liczy się tak naprawdę to, co Ty robisz dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A. I wybacz ten staro-zgrzybiały ton ;P. Po prostu to jest takie znajome i odległe równocześnie...

      Usuń
  4. Jedni będą wykształceni, inni będą mieli wykształcenie, każdy ze studiów wynosi to co chce.

    OdpowiedzUsuń