Hozier bezsprzecznie wywołuje ciarki na plecach.
a Meryl. Meryl w uroczym szaleństwie promowania filmu bywa ostatnio dość często w tivi-szołach i raduje to serduszko me.
pogoda jest melancholijnie nieprzystępna, gapiłam się na kaloryfer chyba przez kwadrans. wmawiam sobie, że to kwestia załamań światła, i tak właściwie, to jest to naprawdę ładna forma przestrzenna. zresztą, co się będę tłumaczyć.
porobię jeszcze trochę rzeczy, potem może obejrzę film o Bukowskim.
Danuta Stenka gra spektakl w odległości jakiegoś kilometra w linii prostej ode mnie. trzymam kciuki.
słucham ostatnio cholernie dużo muzyki.
do tej pory to chyba raczej świadectwo samotności było. nie wiem.
wciąż nie wcisnęłam opublikuj, co chcę napisać?
czego ja chcę.
czy mogę marnować czas siedząc na parapecie. czy skończę czytać tę książkę.
czy napiszę w końcu coś konstruktywnego.
czy przestanę się zastanawiać, czy to w ogóle ma sens. czy przestanę się nad sobą użalać? czy przestanę to nazywać?
przed chwilą dodałam na fb wspomniane show z Meryl. właśnie dostałam powiadomienie, że znajoma udostępniła, dopisując, że znajduje się w kadrze na 27 sekundzie klipu.
znajomą poznałam na forum poświęconym Meryl.
usunęłam to.
czy mogę usunąć coś jeszcze?
siebie na przykład?
a wyciąć chociaż?
przekopiować do innego folderu?
kopiujwklejkopiujwklejkopiujwklejkopiujwklejkopiujwklejkopiujwklejkopiujwklej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz