poniedziałek, 26 stycznia 2015

odnaleźć swoje miejsce w dyskursie jest trudno, tym bardziej w metodologii rodem z XX wieku. jest trudno, zważając na moje ostatnie napady paniki i przerażenia związane z ilością materiału i personą egzaminującą; ale, nie jest to niewykonalne. tak więc, odnajduję swoje miejsce w dyskursie. siedząc w pidżamie na łóżku, czekając, aż będę mogła spłukać odżywkę z włosów.
miałam takie trudności ze znalezieniem dla siebie miejsca, bo nie byłam wewnątrz-tekstu. dosłownie. miałam notatki, teksty pośrednie [uwaga, nie chodzi mi o źródłowe, chyba jeszcze trochę minie, zanim zabiorę się za czytanie Heideggera samego w sobie] - ale taki tekst podręcznika już całkiem znacząco przybliżył mnie do treściwości.
ważne są także archiwalia. nie lubię tekstów bez twarzy, nie lubię nazwisk bez imion. nie znaczy to, że widząc zdjęcie Heideggera, nagle zrozumiem założenia hermeneutyki, ale będzie mi do tego znacznie bliżej.
bo ja to chyba tak po bachtinowsku, do drugiego człowieka zawsze ciągnę; no i całkiem hermeneutycznie, najlepiej znajduję się w języku i interpretacji.
o proszę, mówię dyskursem, może coś z tego egzaminu będzie, oczywiście, jeżeli nie zapomnę tego wszystkiego do czwartku. i jeżeli M. nie zniszczy mnie swoim dyskursem i tymi wszystkimi okropnie mądrymi i skomplikowanymi pytaniami. 
kawa, śniadanie, zajęcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz