niedziela, 4 stycznia 2015

podeszłam do okna akurat w momencie, w którym para opatulonych w płaszcze ludzi stała na działce naprzeciwko. wyglądali jak nowi właściciele działki, albo przynajmniej potencjalni właściciele. obracali się wokół własnej osi, pokazywali, wskazywali, zakreślali.
nie chcę, żeby postawiono tu kolejny dom. tym bardziej na linii moje okno-dom Karoliny. bo dom Karoliny wygląda jak dworek szlachecki. może nie najbogatszy, nie najpiękniejszy i właściwie to nie najbardziej stabilny... ale jednak. lubię ten widok. lubię szarość i nierówność desek, lubię brunatną dachówkę i okno na piętrze, lubię wielkie konary drzew, które stanowią dla niego tło.
proszę mi tego nie zasłaniać pustakami.

pierwszy akapit licencjatu mi się objawił przy ekspresie do kawy. nie, nie piszę o kawie; ale to było całkiem niezłe satori. z braku laku i tablicy korkowej, rozkładam wszystko na łóżku. kolorowe pisaki i karteczki all over the place, Monica Geller-Bing mood on. 

no, rozpoczęłam też nowy serial, znaczy nowy dla mnie. Penny Dreadful. dotarłam do piątego odcinka, piąty odcinek jest najlepszy, polecam i stosuję. Eva Green nie zawsze mnie przekonuje, w ogóle cały serial ma chyba nierówne tempo, ale no, jest na czym oko zawiesić, a plot twist czasami faktycznie zaskakuje.
sesja-sresja, dopóki trzymam poziom i równowagę, mogę sobie oglądać seriale. i robić inne, równie wymagające zaangażowania czasowego rzeczy. a co.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz